szaman czy nie szamanJAK ROZPOZNAĆ

SZAMANA

W SAMYM SOBIE

 

 

 

Przez blisko 2 tys. lat
władze - tak świeckie jak duchowe - czyniły wszystko, by zmieść nas z powierzchni planety.  Prawie im się udało!

To, z czym nie mogła poradzić sobie Św. Inkwizycja, dokonał w końcu materializm i powszechna komercja.
Tempo życia, niezachwiana wiara w potęgę nauki, psychoterapie, ogrom chemicznych cud-leków i MAGIA telewizyjnych reklam... ostatecznie oderwały nas od korzeni.

 

Tymczasem profesja szamańska
nie należy do zawodów sezonowych.

Ludzkość jest tak skonstruowana, że niezależnie od miłościwie nam panujących przywódców,
niezależnie od szerokości geograficznej i powszechnych aktów wiary, co któryś przedstawiciel gatunku ludzkiego po prostu rodzi się... szamanem.

 

W kulturze plemiennejszaman 9
sprawa jest prosta - czarownik stanowi postać centralną, darzony jest
wielkim szacunkiem i respektem, z reguły wysoko ceniony przez swoją społeczność
i hojnie nagradzany za wykonywaną dla niej pracę.

On też zapewnia młodym adeptom sprawdzone przez pokolenia szkolenie.
Szamańsko uzdolnione dzieci zawsze mogą liczyć na wsparcie.

 

Świat cywilizacji,
niestety, mocno skomplikował proste sprawy.

U nas powołany do zawodu szaman z reguły nawet nie wie, kim jest.
Na drodze poszukiwań jedyną jego podporą jest niby religia lub psychiatria,
przy czym obie traktują go raczej jak dziwadło.
Na każdym kroku spotyka się więc z brakiem zrozumienia, a o jakimkolwiek wsparciu
bądź szacunku społecznym musi po prostu zapomnieć.

 

Nic zatem dziwnego w tym,
że potencjalny szaman od dzieciństwa czuje  się wyobcowany, wydaje mu  się,
że nikt go nie rozumie i nie potrzebuje, ma ogromny problem z wyborem życiowej drogi,
a najgorsze jest to, że nie rozumie samego siebie i nękany melancholią pędzi marny żywot poniżej swoich potencjałów.

Niektóre szamaniątka sięgają po narkotyki, mądrzejsze - wyłącznie po rośliny psychoaktywne, a - bez przewodnictwa i nauk starszyzny - wszyscy znajdują się na drodze do nikąd.

 

Jedną z reguł ziemskiej inkarnacji jest,
że
człowiek nie pamięta, po co się tu narodził.
Każdy z nas musi to dopiero odkryć. - Drogą dedukcji, przez intuicję, sny, podszepty i badanie własnych skłonności.

 

inicjacjaO powołaniu przypominają nam
tzw. przypadki, różne zdarzenia, informacje z prasy, radia, tv... czy zwyczajnie - ludzie.
Wewnętrzny podszept nieomylnie pcha nas ku urzeczywistnieniu.

Zatem.... szamani Zachodu poszukują i uczą się od różnej maści nauczycieli samorozwoju;
od mistrzów jogi lub reiki, tybetańskich mnichów, kapłanów zen, najdziwniejszych trenerów, hipnotyzerów i terapeutów, nierzadko od zwykłych oszołomów bądź clownów,
którzy sami poruszają się po omacku.

- Jak dzieci we mgle musimy wykazać się olbrzymią mocą i hartem ducha, by w owej niebezpiecznej strefie - na Ziemi - jakoś się ZREALIZOWAĆ. 

 

Oczywiście wszystko ma też swoje dobre strony,
np. nie musimy podążać "jedynie słuszną" drogą po śladach naszych rodów.
Przeciwnie! Możemy śmiało miksować różne prądy duchowe, znajdować wspólny mianownik
i tworzyć całkiem nowe kierunki.
Nic nas nie ogranicza! 
Jest to jednak, niestety, jedyny pozytyw takiego obrotu sprawy, bo piętrzące się przed nami przeszkody są o wiele, wiele trudniejsze. 

 

Ponadto.... Korzystanie z roślin nauczycieli
(wśród których królową jest Ayahuasca) miesza się dziś często z intratnym biznesem.
Stajemy zatem w obliczu potężnej konkurencji, złożonej z cwaniaków, szurniętych ekscentryków, przebierańców,  showmanów, chorych psychicznie i ćpunów.

Na pierwszy rzut oka trudno nas od nich odróżnić. A zatem wszyscy powinni nauczyć się czytać i rozumieć ZNAKI.

 


 

 

 

 

dusia2METODY

ROZPOZNAWANIA

 

 

 

Wśród ludów natury
wystarczy czarownikowi spojrzenie i - jak zawsze i wszędzie - swój rozpozna swego.

Niejednokrotnie szamanem zostaje się na drodze z ojca na syna albo przez wskazanie utalentowanego kandydata, słyszałam nawert o możliwości odkupienia cudzego powołania,
choć to pachni mi już raczej czarną magią.

 

Charakterystyczne cechy,
obserwowane u wszystkich szamanów na całej planecie, to niezwykła inteligencja
bądź zręczność umysłu, bogata wyobraźnia i... zauważalna nerwowość.
Dziecko, naznaczone szamańskim powołaniem jest zazwyczaj szczególnie bystre i wrażliwe. Widzi i czuje więcej oraz reaguje bardzo silnie na wszystkie możliwe doświadczenia.
Stąd od wczesnych lat chętniej obcuje ze swoim światem wewnętrznym. Lubi samotne wyprawy (najchętniej na łono natury)
i łatwiej tworzy związki ze zwierzętami niż z innymi dziećmi. We snach sięga do innych wymiarów czasoprzestrzeni i nawet na jawie dostrzega istoty z zaświatów, które próbują nawiązać z nim kontakt. Objawia też silny lęk, kiedy chcą mu zaszkodzić.

Zanim się zorientuje, mówi, co wie, przez co uważane jest za fantastę  lub taktowane  jak "błazen".
W skrajnym przypadku spotyka się z ogólną dezaprobatą.


 

Problem pogłębia się w chwili, maly
gdy prowadzi się utalentowane dziecko do psychologów i psychiatrów,
którzy o szamanizmie nie uczą się na żadnej uczelni.

W rezultacie większość rodziców ubolewa, że ich pociecha wyraźnie odstaje od reszty.
- Na tym rozpoznanie cywilizowanych ekspertów się kończy, a przyszły szaman w roli dziecka, zmuszony przystosować się do głęboko chorego społeczeństwa,
przeżywa psychiczny "holokaust".

 

U Eskimosów
warunkiem, jakie stawia się przyszłemu szamanowi, jest śmierć kliniczna
i przynajmniej trzydniowy pobyt w zaświatach.

 

Pierwotny szamanizm był domeną.... kobiet!!!
Stąd stroje szamanów do dziś zawierają elementy kobiece (nawet katoliccy książa chodzą w sukienkach).
Czukoni (Syberia Płn - Wsch) dodatkowo upodobniają się do kobiecych duchów i mówią językiem kobiet, odtwarzając też kobiece zachowania.
- Podobnie jest w szamanizmie amerykańskim od rejonów arktycznych po Amazonię.
Trudno bowiem powiedzieć, że ktoś jest szamanem, gdy brak mu niezbędnych cech, uważanych powszechnie za kobiece; intuicja, tkliwość, umiejętność współczucia i wielkie serce...
Szamani płci męskie muszą być (po części)...  kobietami (nie brak wśród nich prawdziwych gejów).  

 

priestessWśród ludów Amazonii
może to być rażenie piorunem, a że przodkowie Indian wywodzą się
z azjatyckich obszarów Słowian, źródła tej wiedzy należy szukać właśnie u nas!
Tu
wszystko, czego dotknął swym boskim palcem Perun,
stawało się uświęcone (docenione przez Gromowładnego)!
Spożycie popiołu z miejsca uderzenia pioruna miało obdarzać nas długowiecznością
(nawiasem: warto by spróbować!). 

 

Każdy artysta jest po trosze szamanem
- ulega POSZEPTOM i NATCHNIENIU -  ktoś do niego coś szpece i coś w nego tchnie.
Nie jest to możliwe bez kontaktu z innym światem.
W tym sensie każdy szaman musi być w pewnym stopniu artystą.
Opisany w literaturze  nauczyciel  boga medycyny, Chiron, był jednocześnie muzykiem i pierwszym muzykoterapeutą - kilkoma dźwiękami potrafił przywrócić człowiekowi zdrowie i równowagę.

 

czarownica dysneyW wielu kulturach
jednym ze znaków, po których rozpoznaje się przyszłego szamana,
jest talent bajarza, niezwykle bogate słownictwo i dar narracji.
-
We współczesnym świecie rozciąga się on zapewne na pisanie książek
lub produkcję widowisk i filmów.
Tak czy inaczej umiejętność tworzenia i opowiadania "bajek"  wiąże się często z  cierpieniem - dość wspomnieć cierpienia zakochanych poetów,
którzy stawali się wieszczami narodów. 

 

W głosie naznaczonego
przez bogów "bajarza" słychać zazwyczaj drgania różnych emocji, co umożliwia publiczności rodzaj transu i wyłącza ją z rzeczywistości. 

Po wysłuchaniu morału słuchacze nie będą już tymi samymi ludźmi, co dawniej - stają się odrobinę odmienieni, jakby cały porządek świata urodził się dla nich na nowo.

 

palce szescTypowym przejawem szamańskiego powołania
jest także urodzenie "w czepku" lub z jakimś upośledzeniem, kalectwem albo dziwactwem jak np. dodatkowy palec u ręki lub nogi.

Posiadała go Anna Bolleyn, druga żona Henryka VIII, która zapewne z racji wenętrznych mocy miała odwagę sięgnąć po coś, co teoretycznie było dla niej niemożliwe.
Ona to spowodowała wyzwolenie Anglii spod władzy Watykanu, jednak....
Anomalie szamańskie były w jej czasach traktowane jak "znak diabła", co w niesprzyjających okolicznościach dodatkowo jej zaszkodziło.

 

Na Syberii
"zbędne" części szkieletu noszą do dziś miano "kości szamańskiej".

Podobnym znakiem może być garb, źrenica pokrywająca tęczówkę, odwrócone widzenie... 
W każdym jednym przypadku szaman posiada stygmat czyli znak inności.

 

Często jest to ułomność,
z którą niekiedy trzeba borykać się przez całe życie. 
Ja np. przy ogólnie wątłym zdrowiu i słabym ciele posiadam pewien rodzaj głuchoty "fonetycznej", tzn. że normalnie słysząc dźwięki, nie zawsze rozumiem znaczenie słów.

Potrafiło mi to nieźle dokuczyć!!! Zdarzało się, że nie rozumiałam NIC z telewizyjnych czy radiowych wiadomości, a prawdziwa tragedia objawiła się przy nauce języków obcych.
Dopiero z wiekiem pojęłam, że ta specyficzna głuchota dotyczy jedynie wyrazów, które nie płyną z wnętrza człowieka, gdy za wypowiedzianym zdaniem nie podąża żaden duchowy obraz, najczęściej, gdy pozbawiony pewności siebie rozmówca mówi pod nosem i z obawą lub gdy zwyczajnie ściemnia - choćby przed samym sobą.
"Głuchnę" też, gdy prawowity właściciel głosu jest "przejęty", opętany.. 

Osoby stabilne, wyrażające się otwarcie i prosto z serca nie dostrzegają mojego upośledzenia, nawet gdy cichuteńko szepczą.
Zbadałam się i - niestety - mój słuch nie kwalifikuje się do aparatowania, choć z wiekiem - rzeczywiście -  trochę słabnie.

 

problem szamanaPROBLEM zawsze wytycza szamanowi kierunek
i obszar jego działań -  jest wkazówką przyszłej "specjalizacji".

W moim np. interesie jest pomóc człowiekowi odzyskać szacunek do siebie i wysoką samoocenę - silne i pełne mocy JA.
- Inaczej się zwyczajnie nie dogadam.

 

Wielu szamanów ciężko choruje od dzieciństwa
i każdy, niezależnie od profilu swej działalności, z reguły "nie lubi" lekarzy.

Przed laty, gdy lekarze nie byli jeszcze pieskami wielkiej farmy, psychologia zakwalifikowała taką postawę jako zaburzenie osobowości, tymczasem my intuicyjnie potrafimy leczyć się sami. 
I gdy "grasuje" w okolicy śmiertelna bakteria, wirus czy "epidemia raka", często zmagamy się z tym jako pierwsi.
Musimy gruntownie poznać każdy problem i wypracować metody jego pokonania, zanim rzucimy się w wir szeroko pojętej pomocy bliźniemu.

Długa praktyka w chorowaniu oraz liczne, bolesne inicjacje sprawiają, że potrafimy przetrwać dolegliwości i cierpienia, które zwykłego człowieka dawno by już zabiły.

 

Stemplem, pieczętującym potencjalny talent i powołanie
jest tzw. "szamańska choroba" - poważna dolegliwość natury psychicznej bądź fizycznej jak np. epilepsja czy schizofrenia. 
Joan Halifax określiła szamanów wprost jako "zranionych uzdrowicieli", gdyż dotknięci ostrzem tak poważnej choroby, muszą sami siebie uzdrowić. Jak  szamański archetyp, CHIRON.

Jeśli im się uda (bo różnie być może), zyskują wyższy stopień Współczucia, Poznania i Zrozumienia.
Osiągają dostęp do mocy i umiejętności.

 


 

 

 

Herb Lubicz nr1RODOWÓD

 

 

 

Ok. 10 lat po rozpoczęciu działalności szamańskiej,
nagle (!) przemówiły do mnie HERBO-GLIFY.

Rozszyfrowałam znaczenie herbu, jaki przypada mi po dziadku ze strony matki i...
Doznałam małego szoku!

Herb ten oznacza bowiem "posługę kapłańską" na rzecz bogini Łady  - matki wszystkich matek  i ojca Kosmosu.
Dokładne wyjaśnienie herbo-glifów znajduje się w zakładce o Ayahuasce.

 

 


 

 

 

numeroczas

ROZPOZNANIE

NUMEROLOGICZNE

 

 

Oprócz oczywistych znaków na ciele bądź duszy,
osobowość szamana zapisana jest w gwiazdach i kalendarzach. Wstępną, prymitywną jeszcze identyfikację
ułatwia nam NUMEROLOGIA, gdyż wibracje urodzeniowe mają na człowieka wielki wpływ.

Po zsumowaniu cyfr daty urodzenia i sprowadzeniu sumy do pojedynczej cyfry, szamanowi wyjdzie 7, 8 lub 9. 

 

 

Urodziłam się 21.05.1962 r. maat
czyli
2+1 +0+5 +1+9+6+2 = 26,
W Kabale wibracja 26 ma skrywać nie wypowiadane imię BOGA. 
- "13" to hava - MIŁOŚĆ, natomiast 13+13 to miłość energii męskiej i żeńskiej (czyli BÓG).

 

W numerologii sprowadzamy całość do jednej cyfry, czyli 26 .... 2+6 = 8.
- Wibracja "8" to ewidentny szaman lub kapłan.

 

W języku hebrajskim "shaman" znaczy  "osiem"
i "
uzdrowiciel" jednocześnie, zatem 8 z 26 to szaman z ramienia boga.
(Pragnę zaznaczyć, że jestem rasową Słowianką, podkreślam tu tylko, że Żydzi dużo wiedzą.)

Foto: "8" Wielkich Arkanów z Tarota Thota.
Przedstawia boginię sprawiedliwości i równowagi, Maat.

 

Według numerologii pitagorejskiej 
ósemka posiada specyficzną energię, niezwykłą moc i z reguły ma "zawsze rację".
Typową jej wypowiedzią (właściwie mantrą) jest "a nie mówiłam!"... Ogólnie WIDZI I WIE więcej, w końcu szaman to TEN, KTÓRY WIE.

Do jego zadań należy dbałość o równowagę i materializację - sprowadzanie wartości duchowych na Ziemię,
tak, by było jak na górze, tak na dole.
Pokazuje to sam kształt ósemki, zbliżony do klepsydry, bo szaman ma sprowadzić z góry na dół dosłownie wszystko;
zdrowie, obfitość, wyższe prawdy, najwyższą rację...

Dodatkowo ważne jest dla niego przerabianie (nie tylko własnej) karmy i uświadamianie ludziom, że żyją w wielu czasach i ciałach.

 

Zagubione (i upadłe) 8-ki
skupiają się wyłącznie na sprowadzaniu dóbr materialnych na Ziemię i jest w porządku,
dopóki budują dla swego ludu imperium dobrobytu. 

Gdy gromadzenie dóbr przesłoni im cały świat, a umysł całkowicie utonie w świecie banalnym,
ósemka dostaje się w strefę CIENIA. 

 

rydwanMój partner jest  "7"-ką,
a to z kolei cyfra rozwoju duchowego - tak własnego jak i wszystkich wokół.
Ma nieść światło wiedzy, które wyprzedza społeczne rozumienie epoki.

 

Foto: "7-ka" Wielkich Arkanów z Tarota Thota.
Rydwan: wojownik zatrzymał się w pół drogi. Obracająca się kula to jego umysł. 
Gdy po medytacji, w której używa twórczych mocy i siłą ducha tworzy swoją przyszłość,
ruszy naprzód jak burza, a kosmiczne siły zaprowadzą go wprost do ustalonego celu.
Oznacza to, że bez wysiłku osiągnie to, co w tej właśnie chwili planuje.  

 

Natomiast "9"
to obdarzony wielką siłą "pustelnik"
- człowiek, który chętnie obcuje z absolutem i przez wzgląd na duże rezerwy energetyczne
bywa pomocny w rozwiązywaniu trudnych, zawiłych problemów.

 

Pozostałe cyfry
zdarzają się u szamanów rzadziej, ale się zdarzają,
szczególnie gdy 7-ki, 8-ki i 9-ki powtarzają się u nich w dacie urodzenia.
W każdym jednak przypadku przebije się cyfra ostateczna, np.
"4" -ki to często uzdrowiciele - pracują na poziomie materii jako bioenergoterapeuci lub masażyści.
"5"-tki to z kolei posłańcy bogów - operują informacją i doskonale komunikują się z każdym człowiekiem (np. dziennikarze na tropie dziwnych zjawisk, konsultanci ayurwedy, znawcy feng-shui...itd). 
"3"- ki to ludzie od wszelkiego typu show, także uzdrowicielskiego.
"1" -ki to gwiazdy (np. estrady), muszą "świecić" i skupiać na sobie uwagę.
Na marginesie: za wielkiego "guru" psychodelicznych szamanów zachodu uważam amerykańskiego komika, Georga Carlina (był "jedynką"). Ogólnie jednak prędzej zajmą stanowisko przywódcy sekty niż zostaną prawdziwymi szamanami.

 

Najrzadziej wśród szamanów
spotyka się 2-ki i 6-tki, a
jeśli już się przytrafią, to są to najczęściej posiadacze liczby mistrzowskiej 11 (1+1=2) lub 33 (3+3=6).


Ludzie, którym wychodzi z daty urodzenia liczba mistrzowska (11, 22, 33, 44 ),
mają do osiągnięcia ideału tak samo daleką drogę, jak każdy.
Różnica polega na tym, że oni w trakcie obecnej inkarnacji muszą przypomnieć sobie WIEDZĘ duchową,
jaka drzemie we wnętrzu każdego z nas. Taki wybrali sobie cel.
Często zmuszeni są sięgać pamięcią do starożytnych inkarnacji i szkół, w których posiedli niegdyś wiedzę tajemną.

Jeśli tego nie uczynią, życie im dokopie (!) i będzie ich dręczyć, aż sięgną do źródeł, doznają olśnienia i zastosują kosmiczne prawa w praktyce.
A gdy już im się to uda, powinni raczej zaprząc swój geniusz w służbę ludzkości.
Szamanizm jest jedną z dróg, którą mogą podążyć, jeśli ją czują.

 

Oczywiście stały kontakt z zaświatami
może przytrafić się każdemu i pomocny jest w każdym zawodzie.
Jak wspominałam, wielcy artyści także nie mogą się bez niego obejść. Wybitni aktorzy operują wachlarzem wibracji dokładnie tak samo, jak szamani, którzy jednocząc się ze zwierzęciem mocy też mogliby odnieść sukces na scenie.

W przedstawionej tu, powierzchownej klasyfikacji numerologicznej chodzi wyłącznie o człowieka, który - jeśli spełni jeszcze wiele innych warunków - ma prawo czuć wewnętrzny przymus służenia ludzkości jako szaman. A to są zazwyczaj 7, 8 i 9.


 

 

tradycja 01KALENDARZ

MAJÓW

 

 

 

Cudownym drogowskazem
kierunku rozwoju szamana jest kapłański KALENDARZ MAJÓW (wg. José Argüelles'a).
Zaczerpnięty stamtąd opis energii dnia urodzenia stanowi niemal instrukcję z zakresu szamańskiej działalności.

 

Ja urodziłam się  podczas Niebieskiej Galaktycznej Nocy (kin 203),
która symbolizuje kosmiczną pustkę i sprzyja kontemplacji gwiezdnej przestrzeni.
Nic tam nie istnieje, prócz potencjału nieograniczonej kreacji.
To tam rodzą się inspiracje i nowe rozwiązania, tam znajduję się pod silnym wpływem snów i wizji.

Z głębi wymiarów spływa na mnie siła, pomocna w odkryciu nieograniczonych możliwości, nowych perspektyw i dotąd nieosiągalnych sposobów radzenia sobie z problemami.
Poddana tej energii łatwo mogę zarządzić przemianę marzeń w rzeczywiste doświadczenie.

 

Mistrzostwem tej drogi jest niebieskaNOC
połączenie twórczej siły Wszechświata z rzeczywistością materialną.

Nie przypadkiem pokrywa się to z wibracją ósemki, której celem jest materializacja marzeń. - Gdy mam to opanowane, mogę uczyć ludzi, jak to się robi. A że opanowane mam już dawno temu (patrz: Obrazy duszy),  od lat robię to, co robię. 
Ponadto mam akceptować drogę nieustannych transformacji, kierować się intuicją i odrzucać rozum, by świat iluzji nie nadwyrężał mojej siły. Dokuczliwe braki i lęki to zawsze znak przerwania kontaktu z boskim Źródłem, podczas gdy moim zadaniem jest nieść harmonię.

Ponieważ niebieska galaktyczna noc figuruje na tzw. portalu,
wszystko to działa na mnie szczególnie mocno i obdarza wrodzoną łatwością kontaktowania się z Logosem.
W każdym przypadku rezultatem ma być zwycięstwo nad lękiem


Według alternatywnych wyliczeń
moim  KINEM ma być Niebieska Kosmiczna Noc (143).  Też  NOC - ta sama  kosmiczna pustka i potencjał kreacji, tyle że to już inny poziom duszy.Ta niesie ze sobą przenikliwy wgląd intuicyjny, siłę przeogromnej empatii i czułości. - Też się zgadza!

 

W Kalendarzu Majów
każdy (nie tylko szaman) znajdzie instrukcję swojej drogi i tego,co ma do przekazania innym. 


 

 

 

 astrologiaASTROLOGIA

 

 

 

 .... to z całą pewnością najdoskonalsza metoda
zdiagnozowania (nie tylko) szamana.
Słynny polski astrolog, Leszek Szuman, mawiał, że "w astrologię się nie wierzy, trzeba się na niej znać"  oraz że  "człowiek, pozbawiony wiedzy o swoim horoskopie, jest jak kapitan okrętu, który wyrzuca mapy za burtę i woła: Boże prowadź!"

Jestem dokładnie tego samego zdania!
Astrologia od lat pozwala mi zrozumieć zagadnienia, których w żaden inny sposób nie mogłabym rozwikłać.
Na tej drodze odnalazłam również "nić", łączącą mnie z wiedzą naszych przodków - Czcicieli Niebios Gwiaździstych.

 

Horoskopy urodzeniowe szamanówPluton
wskazują na ogromne siły psychiczne i niełatwe życie, naznaczone oryginalnością,
duchowością i intensywnością przeżyć.
Charakterystyczny jest  niezwykle MOCNY KSIĘŻYC

I - niemal zawsze - można u nich wyodrębnić mocno obsadzony ósmy dom, odpowiedzialny za mistykę, altruizm, śmierć, zdolności do poświęcenia na rzecz grupy...)
Najlepiej, gdy dom ten obsadzony jest przez Plutona, gdyż w tym układzie doskonale czuje się innych ludzi.
Niektórzy są zdania, że z Plutonem w ósmym domu szaman jest naprawdę potężny, ale...
to już - moim zdaniem - zależy od włożonej przez niego pracy.

Oczywiście posiadam mocny Księżyc i Plutona w ósmym domu (w towarzystwie Urana). 

 

Szamana wskazują też aspekty,
łączące Księżyc lub SłońcePlutonem, Uranem (rzadziej tylko z Marsem).

- Każde takie połączenie wzbogaca właściciela horoskopu w  niezwykłe wręcz rezerwy energetyczne,
niezbędne w szamańskiej pracy.

 

Każde połączenie Plutona ze Słońcem
wyzwala wielką MOC do pokonywania przeciwności, potrzebę nadania własnemu życiu wyższego celu
i pragnienie zmiany świata na lepszy.
Z jednej strony ciągnie człowieka do penetracji własnego wnętrza i wewnętrznej przemiany,
a z drugiej do podporządkowania sobie świata zewnętrznego.
Aspekt ten obdarza silną wolą, niespożytą energią i odwagą, dążeniem do celu i mocą do przeciwstawienia się silniejszym.
Ludzie z takimi aspektami - dzięki wielkiej koncentracji i cierpliwości - zdolni są osiągnąć cele, leżące poza ich zasięgiem.

RADIX szamanski

Rys. z lewej:  radix Aldony

 

Oczywiście posiadam silny aspekt Plutona ze Słońcem
i ognisty trygon Księżyca z Marsem i Uranem.
- Połączenie tych planet w tzw. "pierścień" dodaje całości mocy szczególnej.

 

Połączenie lunarno-uraniczne
to coś, co - zdaniem wielu astrologów - jest dla zwykłego śmiertelnika raczej trudne. 
Oznacza bowiem ludzi wolnych i niezależnych, objawiających trudną do zrozumienia "inność" i kłopotliwą samodzielność intelektualną. 
Osoby te potrafią być zdumiewająco wolne od przywiązań i nie ma dla nich żadnych "świętości".
Z niezwykłą łatwością porzucają wieloletnich przyjaciół bądź przedsięwzięcia,
lekką ręką palą za sobą mosty. Nierzadko zdradzają negatywny stosunek do tradycji, nauczycieli, rodziny...
-  każdej sytuacji MUSZĄ dać wyraz swoim uczuciom... Ba!! Cały świat zmuszony jest również je poczuć, a już na pewno nie zdołają ich ukryć.
Głęboko rozumieją (czują) cudze problemy. Ciągnie ich  do ludzi "pokręconych".  Okresowo zaś nęka ich niepokój duszy, brak poczucia sensu i zakorzenienia w świecie realnym.
Posiadają za to ogromne rezerwy energetyczne, obejmujące zarówno życie fizyczne jak emocjonalne.

- Trudno o lepsze sportretowanie prawdziwego szamana. Bo na pewno nie może to być  przywiązana do rodziców pensjonarka, która przyklaśnie wypaczonej tradycji i poprze fałszywą władzę.
Krótko mówiąc syndrom Księżyc-Uran (i/lub Mars czy Pluton) to jeden z oczywistych znaków szamana tam, gdzie nie można poszczyć się szamańskim rodowodem.

 

hunab kuZodiak to inaczej mówiąc  - matrix
- opisany gwiazdami program na konkretne życie - cykl za cyklem w rozwoju.

Droga, która wskazuje wyjście, prowadzi do Centrum Galaktyki  (i BRAMY do innych galaktyk)  
w gromadzie gwiezdnej Plejad. 
To stamtąd dokonuje się projekcja fundamentalnego prawa galaktycznego.

 

Dla Majów
od zawsze Centrum Galaktyki jest siedzibą Pana Wszechświata, 
Stwórcy - jedynego Boga bytu, Praźródła  i ŚWIADOMOŚCI, która z wirującego dysku organizuje gwiazdy, planety i układy słoneczne.

Majowie wierzyli, że jesteśmy ściśle z nim połączeni i od niego zależy nasza przyszłość.

 

galaktyka aaPrzełomem w zrozumieniu wiedzy Majów
stało się współczesne odkrycie istnienia w centrum naszej galaktyki   "wirującego dysku" z Czarną Dziurą - odpowiedzialnych za dawanie i odbieranie życia gwiazdom.

Zjawisko to astronomowie nazwali Strzelcem A (Sagittarius A).

 

Wybitny polski astrolog, Światosław Florian Nowicki,
uważa, że najwyższy czas włączyć do warsztatu astrologa Centrum Galaktyki czyli - mówiąc naszym językiem - symbol BOGA.
Jest to bardzo silna energia,  w której JA przestaje się liczyć, ważne stają się praktyki duchowe i oświecenie.
Jak opisałam wyżej - symbol ten  obecny jest  na moim herbie i w mojej numerologii (jeśli odczytać ją po żydowsku).   I tak się właśnie złożyło, że mój, najsilniejszy w horoskopie i przepełniony ogniem, szamański  KSIĘŻYC znalazł się w ścisłej koniunkcji z Hunab-Ku (ze Stwórcą).

 

Księżyc ten leży na ASCENDENCIE,
uważanym przez astrologów za równie ważny (o ile nie ważniejszy) element horoskopu, co Słońce.
Przedstawia bowiem tę część naszej osobowości, która uaktywnia się w relacji ze światem zewnętrznym, np. urodzony śpiewak w towarzystwie ludzi zapragnie dla nich śpiewać, a uzdrowiciel będzie chciał ich uzdrawiać...
Mój ASCENCENT znalazł się w znaku Wężownika, 13-tym znaku zodiaku, który przecina ekliptykę od roku 1930.
Jego istnienie uwzględniał już Ptolemeusz (IIw.) i Nostradamus (XVIw.), a obecnie uznała go już a stronomia.
Astrologowie zaś z pewnych powodów trzymają się dawnych ustaleń.

 

wezownik centrumWężownik to inaczej ASKLEPIOS (w Rzymie Eskulap) - zapożyczony od Prasłowian szaman wszech czasów. Opisałam go w zakładce MIT ESKULAPA i MOJA MISJA. 
-  Żywy kontakt z tą energią możliwy jest do dziś - na ceremoniach.

 

Do samodzielnego sprawdzianu:
Wężownik znajduje się między 7o a 26o stopniem znaku Strzelca.
Słońce przebywa w wężowniku od 29 listopada do 17 grudnia. 
Centrum Galaktyki - ca. 26o znaku Strzelca.
(Stopnie liczymy w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara)

 

Człowiek z silnym wpływem Wężownika
określony już został jako dobrze zorganizowany, wrażliwy samotnik, artystyczna dusza o ogromnym potencjale twórczym i mocy transformacji. Lubi  ciszę i kreatywne zadania, w grupie potrafi dowodzić....
Odczuwa silną potrzebę poszerzania horyzontów i pogłębiania wiedzy. Potrafi też zmobilizować się do działania i osiągać sukcesy.
Wszystko zawsze musi przemienić na lepsze.

 

asklepios nieboNowicki twierdzi,
że bierze on "węża kundalini" w swoje ręce i ujarzmiając wszystkie te niebezpieczne energie, wykorzystuje je do transformacji duchowej.

 

Po  odkryciu znaczenia wężownika i Centrum Galaktyki
sprawdziłam męża, uczniów, nauczycieli.... -  wszystkich znanych mi szamanów i...
EUREKA!
-  ważne punkty ich horoskopów: osie, światła, planety dominujące (czasem wszystko na raz) znajdowało się w Wężowniku, nierzadko w koniunkcji z Centrum Galaktyki.

Jest to z całą pewnością  trop, za który osobiście przyznałabym Nowickiemu astrologicznego Nobla!
- Człowiek, którego serce (czytaj: ważne punkty horoskopu) rezonują ze Źródłem i energią Wężownika, bezsprzecznie mogą być szamanami - wskazanymi "palcem" przez Stwórcę.

Gwiezdnych" znaków
jest naturalnie więcej, obserwacjom nie bądzie końca...

Z przyjemnością przyjmę też spostrzeżenia doświadczonych astrologów

".  
 

 

 

 

duchyROZPOZNANIE

PRZEZ ZNAKI

 

 

 

Tam, gdzie nie znają pisma i dat...,
gdzie szamani nie stosują ani astrologii ani nawet kalendarza Majów
,

starszyzna obserwuje ZNAKI.

 

W każdym przypadku

i we wszystkich plemionach na Ziemi najwyżej ceni się szamanów, naznaczonych przez bogów,
bóstwa lub wskazanych przez "duchy".


Pod hasłem "duchy"
rozumiemy  bezcielesne ISTOTY  z innych wymiarów albo też wcielone na Ziemi -  w rośliny, zwierzęta, drzewa lub kamienie.

Ziemia jest unikatem w skali Kosmosu. Należy do nielicznych miejsc, w których życie występuje w formie zmaterializowanej, jednak każde zjawisko przyrody, miejsce, jama wodna...
posiada swojego ducha.
Mogą to być anioły, elfy, skrzaty lub krasnoludki..., które
od zarania dziejów zwracały uwagę naszych przodków na leczniczą moc ziół i uczyły, jak na tej planecie osiągnąć szczęście.

 

Powszechnie się sądzi,
że osoba, którą te istoty "wybiorą", bezwzględnie zobowiązana jest przyjąć przygotowaną dla niej misję!
W przeciwnym wypadku potrafią zesłać na "wybrańca" choroby, a w skrajnych przypadkach - zabić!

Sądzę, że to niezupełnie jest tak!


Bóstwa,
biorące udział w uzdrawianiu świata, istota duchowastworzone są ze światła i znajdują się na o wiele wyższym poziomie rozwoju od ludzi.

Znaczy to, że znają i respektują obowiązujące w Kosmosie prawo wolnej woli.
Nie mogą nam niczego narzucać, ale... muszą spełnić swoje zadanie.
Należy do nich przekazanie nam informacji (np. na temat uzdrawiania) i rzeczywiście szukają  sobie pośredników pośredników.
Czasem robią to dość natarczywie, a niekiedy nawet brutalnie...

Nigdy jednak nie uwierzę, żeby urządzały sobie "łapanki" i żeby ich wybór mógł być w jakikolwiek sposób przypadkowy. 

 

wezwanieBo to nie one nadają człowiekowi charakterystyczny rys osobowości, horoskop, talenty i zadania życiowe, ukształtowane przez jego jaźń na długo przed wcieleniem.

Problem w tym,
że homo sapiens, nawet ten niezwykle wysoko rozwinięty, bywa pogrążony w uroczym zapomnieniu i - ulegając urokom tego świata - zwyczajnie "lubi" uśpić swą świadomość.

Wtedy to "dźwięk BUDZIKA" może być dla niego bardzo, bardzo przykry.
Natarczywość z zewnątrz, a nawet mgliste tylko przypomnienie jego misji, odbierane bywa jak atak na wolność osobistą.


Walka z własnym przeznaczeniem trwa tak długo,
jak długo biedak nie pogodzi się sam ze sobą, natomiast śmierć możliwa jest  - moim zdaniem - tylko wtedy,
gdy "wykolejony" z toru swego przeznaczenia nie ma już po co żyć.
Jego rola skończona, kurtyna musi opaść!
Bo urodzić się szamanem i nie wypełniać misji to tak, jak być rybą, która maniakalnie wyskakuje z głębin oceanu i miota się po plaży Nowego Yorku.


 

 



kogutOBJAWY NAZNACZENIA
PRZEZ DUCHY PRZYRODY

 

 

 

 

Sama przez blisko pół wieku
nie czytałam znaków i nie słyszałam sygnałów głośnych niczym trąby jerychońskie.
Dlatego istoty ze światła zmuszone były wielokrotnie mi o sobie przypominać.

 

Pierwszy raz
miało to miejsce, kiedy to w wieku trzech lat zostałam napadnięta przez "wściekłego" koguta.

Piszę o tym, gdyż wielu ludzi opowiada m i o zbliżonym przeżyciu. Koguta zastępuje czasem indor albo gęś, ale scenariusz zdarzeń wydaje się być "podręcznikowy".

 

Mnie dopadło to na wiejskich wakacjach,
gdy miałam zaledwie 3 lata. 

Mama pochłonięta była zrywaniem czereśni, a ja z nadmiaru swobody otworzyłam furtkę do zakazanego ogrodu.
Stanęłam tam oko w oko z niezwykle dumnym PANEM swojego terytorium. 
Krążyły o nim niesamowite, abstrakcyjne dla mnie historie. Był ogromny, rasowy, niezwykle ubarwiony, a przy tym nad wyraz agresywny i z powodu zagrożenia, jakie stanowił nawet dla dorosłych, musiał być izolowany. 

 

Do dziś żywo pamiętam
źwymianę naszych spojrzeń, gdy na wpół świadoma tego, co za chwilę się zdarzy, uczyniłam krok do przodu.

Kogut zdawał się tylko na to czekać i wachlując potężnymi skrzydłami rzucił się na mnie z imponującą werwą.
Wskoczył na mój kark, wbił ostre jak noże pazury w moje chudziutkie ramionka. I - jakby wiedział, co czyni - szaleńczo dziobał czakrę korony.

 

Sparaliżowana ze strachu
nie mogłam ani uciec ani się bronić, niebieski
a gdy przerażenie sięgnęło zenitu, po prostu się „obudziłam".
- Dokładnie tak samo, jak kiedy budzimy się z koszmarnego snu.

 

Okropna rzeczywistość zniknęła
i przez małą krótką wieczność znalazłam się w oceanie światła,
bezpieczeństwa i miłości – w prawdziwym domu, gdzie w jednej chwili przypomniałam sobie,
kim jestem oraz jaki jest sens mojej egzystencji.

Pamiętam jeszcze moment, jak z nicości zaczęły wyłaniać się znajome twarze, groteskowo pełne poczucia winy i bólu, podczas gdy ja, cała zakrwawiona, znajdowałam się - dosłownie - "w siódmym niebie".

 

ZŁO, niezależnie jak wielkim okazało się dla mnie dobrem,
zgodnie z prawem przyczyny i skutku przepadło nazajutrz w rosole.
A ponieważ byłam niejadkiem (zwłaszcza, gdy dotyczyło to mięsa), zmuszono mnie i bezwiednie postąpiłam tak, jak czynią to ludy naturalne; Z każdym kęsem asymilowałam waleczność i męstwo królewskiego koguta.  
W ten sposób 
na zawsze zakodowałam informację, jak niebezpiecznie jest być moim wrogiem.

 

Wiedza, z jaką wróciłam do świata,
spisana już została w tysiącach traktatów i pism, jakie zostawili po sobie wielcy mistycy, lecz... Miałam przecież tylko trzy lata!

Nie umiałam jej jeszcze nikomu przybliżyć, trudniej mi tylko było z nią żyć. Patrzyłam wszystko widzącymi oczami na nic nie rozumiejących dorosłych, bezbronna i zależna wobec ich „kalectwa", a przede wszystkim coraz bardziej samotna i nie rozumiana.
Każde cierpienie ludzi bądź zwierząt boleśnie mnie dotykało i z wiekiem ta wrażliwość zaczęła mi bardzo przeszkadzać.
Za wszelką cenę starałam się być taka, jak inni: nieczuła, zajęta sobą, silna a nawet bezwzględna...
Sądziłam, że gdy będę taką udawać, to taką się stanę, w konsekwencji oddalałam się coraz bardziej od siebie.

Z czasem nic nie było w stanie ugasić pogłębiającej się we mnie tęsknoty za czymś, czego już nawet nie umiałam sobie przypomnieć.


 

 

 

Santa MariaWEZWANIE

OD ROŚLIN


 

...konkretnie od Ducha Santa Marii odbyło się, gdy miałam 16 lat.

Problem "narkomanii" oficjalnie wtedy nie istniał,
a zatem święte rośliny także nikomu nie wadziły.
Wtajemniczeni hodowali zioło, gdzie tylko to było możliwe - nawet na milicyjnych klombach.
I w moim środowisku zawsze można je było od kogoś po prostu dostać.


Mimo tej obfitości paliliśmy rzadko
i wyłącznie w sposób rytualny, z wielkim respektem i świadomością oczekiwanych przeżyć.

Umówiony wieczór poprzedzały szczególne starania; sprzątaliśmy dom, stawialiśmy na stole świece, przekąski, dzbanek z herbatą... Rozrzucaliśmy poduszki jak na rzymską ucztę i skrupulatnie dobieraliśmy muzykę.
A gdy przychodził zmierzch, zasiadaliśmy w magicznym kręgu, czekając aż duch rośliny poprowadzi nas ku objawieniu.
I, Boże! Cóż to była za roślina!!!

 

Już za pierwszym razem Aldona Jarek trawkaświatełko z magnetofonu urosło mi nagle do rozmiarów całego Wszechświata!
Ujrzałam siebie prawdziwą i mój żałosny świat realny w tak drastycznym kontraście, że nie mogłam przestać śmiać się z bezdennej głupoty mojego rozumu.
Nie był to typowy dla nowicjuszy śmiech-głupawka, a potęga radości Stwórcy z wielkiego, kosmicznego żartu.
Nie tyle się śmiałam, co stałam się śmiechem, ciało było tylko wyrazicielem irracjonalnego poczucia humoru Uniwersum.

Stało się oczywiste, że żyć znaczy kochać i cieszyć się ziemską egzystencją ze wszystkimi jej atrakcjami. Odkryłam na nowo to, o czym wiedziałam od dziecka, że wszystko w życiu zależy od odpowiedniego skupienia uwagi.  


 

 

 

ropucha mojaOSTATNI

DZWONEK

 

 

 

 

Przeżyłam potem jeszcze wiele spotkań,
które można by określić mianem wezwania od duchów Natury...
Na szczególną uwagę zasługuje WEZWANIE OSTATECZNE, które odbyło się krótko przed moją pierwszą w życiu ceremonią.

 

Byłam już chora na raka i rzeczywiście bliska śmierci.
Żeby choć trochę zapomnieć o cierpieniu, dawałam się pochłonąć pracy w ogrodzie.
Obsadzałam nowymi roślinami miejsce po zlikwidowanym właśnie oczku wodnym, gdy raptem....
Z chaszczów pod płotem wyskoczyła tłusta, przerażająco wielka ROPUCHA!

 

Najwyraźniej przeczekała
masakrę swojego świata i teraz - odniosłam wrażenie - przyczaiła się, by wskoczyć wprost w moje ramiona.

Wrzasnęłam niemiłosiernie, bo gady i płazy napawały mnie wielką odrazą, ale...
Ropucha grzmotnęła cielskiem w bezpiecznej odległości przede mną i zatapiając uporczywy wzrok w moich oczach,
"przemówiła ludzkim głosem": 

Zrób ze mną, co zechcesz, nie mam już domu!

 

Szczerze mówiąc niezupełnie "przemówiła".ropucha
Spojrzała tylko i.... Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że one mają tak sugestywne ślepia!
Żaden z moich psów czy kotów nie powiedział nigdy tak wiele jednym tylko spojrzeniem! 

Byłam do tego stopnia zaskoczona, że osłupienie zajęło całą wewnętrzną przestrzeń!
- Nie było już miejsca na lęk czy wzdraganie się.
Typowy, babski pisk byłby w tym momencie nie na miejscu.
Stałam się jak dziecko i... tylko patrzyłam!

Nawiązałyśmy głębokie, duchowe porozumienie i zrozumiałam, że moim świętym obowiązkiem jest usunąć ze świata zaistniały problem...

 

Na problemy znam tylko jedno lekarstwo
- Jarek!!!

Stał już za mną, postawiony na baczność nieludzkim wrzaskiem, jaki z siebie wydałam.
Przyglądał się całej scenie z tym samym osłupieniem, po czym - zgodnie z naszą filozofią (nie zabijaj!) - chwycił wiadro, włożył wielką rękawicę i przeniósł ropuchę tam, dokąd eksmitował wszystkie złote rybki i żabki - do stawu na końcu wsi....

 

Historia ta - jak wiele podobnych
- odeszłaby pewnie w zapomnienie, gdyby nie fakt, że krótko potem rozpoczęłam nowy rozdział życia - z Ayą!

Gdy tylko wróciłam do zdrowia, stało się oczywiste, że resztę darowanego mi czasu poświęcę na pracę dla niej.
Klamka zapadła! I nagle....

 

Na jednej z ceremonii
zjawiła się "znajoma" ropucha i zaczęłam prowadzić pogawędkę ze stworem, który jeszcze niedawno budził we mnie stan najwyższego obrzydzenia. 
Z niedowierzaniem podnosiłam co jakiś czas głowę, oznajmiając :
"Boże! Jarek! Ja gadam z żabą!"-  no i brnęłam w to dalej i dalej.

 

figura ZabyDziś już wiem, że żaby i ropuchy
są niezwykle mistycznym elementem u boku wiedźm (wiedzących, mądrych kobiet).
Nie bez powodu zaznaczane są na artefaktach kultury prekolumbijskiej, afrykańskiej czy azjatyckiej. 

Moja ŻABA okazała się kimś w rodzaju "królowej" naszej części wsi i dawno już wybrała nas - mnie i mojego męża - na strażników harmonii i równowagi.
Podczas ayahuaskowej pogawędki pozwoliła mi pojąć działanie całego, otaczającego mnie ekosystemu i udzieliła małej lekcji historii.  

 

W miejscu, gdzie mieszkam,
w świętym gaju druidów wieki temu kobiety Wiedzy sporządzały ze skór ropuch maści na sabaty.
Gruczoły, umieszczone na ich grzbiecie  DMT (do dziś pewien gatunek ropuch wydziela substancję niemal identyczną z DMT). 
Niewiasta (nie-wiedząca), której ropucha sama pchała się wprost "na kolana", automatycznie stawała się wybraną przez duchy Natury wiedźmą (wiedzącą), białogłową (weise Frau, Wise Woman).

 

Niezależnie od wichrów zdarzeń,
niezależnie od świadomości czy jej braku szamanki wciąż rodzą się wśród ludzi i zwyczajnie jestem jedną z nich!
"Królowa" wdrożyła mnie w zakres obowiązków i nauczyła zasad, obowiązujących w świecie Natury,
z prawem zabijania włącznie!!!

Dała mi przecież przyzwolenie zabicia samej siebie, gdy byłam już bardzo chora, a ona straciła żerowisko.
Tylko przez cywilizowaną ciemnotę i fatalnie pojęty altruizm naraziłam ją na przykre przystosowywanie się do nowego miejsca
i niedolę starości. - Ropuchy tego nie lubią.
Matka Natura nie ma problemu z zabijaniem (jedynie zabijanie  bez sensu ją boli).

 

Pożałowałam swojej niewiedzy.  
Jednak... Ropucha nie wyglądała na istotę zmartwioną ani pogrążoną w pretensjach.
Ona to bowiem, nie chwaląc się sprawiła, że leżałam teraz na macie z głową zalaną DMT i że prowadziłyśmy ze sobą swobodną "pogawędkę".




 

 

Cechy współczesnych szamanów Zachodu, patrz: Szamani indygo