0a00d

MOJE PIERWSZE

SPOTKANIE Z AYAHUASKĄ

 

 

 

Zanim dotarłam do roślin...
Intensywnie ćwiczyłam kundalini jogę i prowadziłam  z mężem badania nad energią piramid. Pasjonował mnie wpływ świętej geometrii na rozszerzanie ludzkiej świadomości. Na dobre pochłonął mnie rozwój...

Po latach osiągnęłam sukces! Życie stało się pasją, odkrywałam coraz to nowe przestrzenie, a okoliczności zewnętrzne przestały mieć wpływ na mojego szczęśliwego ducha.
- Sądziłam, że stan ten trwać będzie wiecznie!



pir ANiestety, wyrażałam coraz śmielsze poglądy
na temat uzdrawiającego działania piramid i... weszłam tym w konflikt z prawem, stworzonym na użytek koncernów farmaceutycznych.

W myśl tego prawa nie wolno głosić, że coś "leczy", jeśli laboratoria naukowe nawet nie zamierzają tego zbadać. A ponieważ prawo medyczne jest w Niemczech o wiele bardziej surowe niż prawo karne, zawisła nade mną groźba grzywny w wysokości... ćwierć miliona euro, zamiennej na pół roku więzienia!
Głównym oskarżycielem w tej sprawie nie były, bynajmniej, koncerny, a niemiecki wspólnik, który po przywłaszczeniu sobie wyników kilkunastu lat naszej współpracy, postanowł usunąć  mnie i mojego męża z rynku jako niewygodną konkurencję. Rozpętał w tym celu szatańską wojnę na zawiłe paragrafy i grubość portfela.

Rozpoczął się dla mnie istny "okres burzy i naporu". 
Sztab cwanych jak lisy adwokatów poddawał wiwisekcji każde, kiedykolwiek napisane przeze mnie słowo i na moje biurko spływały kolejne, coraz bardziej niedorzeczne pozwy.


prawoAkta sądowe z dnia na dzień rozdęły grube segregatory,
a ja utonęłam w ciasnej rzeczywistości bezdusznie wykalkulowanych intelektów.

Przymus adwokacki wykluczał samodzielność, najtańszy adwokat kosztował  350,- euro za godzinę, a procesy ciągnęły się latami...
Dowodzenie uczciwości było więc - przede wszystkim - kosztowne.

Gdy zabrakło mi pieniędzy na kolejne rozprawy, musiałam godzić się z wyrokami, jakie zapadały zaocznie.
ogłębnie zapoznałam się z faktem, że prawo i sprawiedliwość to w naszym świecie dwie zupełnie odrębne historie.


Możliwe, że nie zapomniałam przyswojonej wcześniej wiedzy duchowej,
lecz z zastosowaniem jej w praktyce miałam już spore trudności. Stałam się wiecznie napięta, zmęczona... i na widok kolejnych pozwów powtarzałam, że głowa mi pęka lub zbiera mi się na wymioty. Wkrótce też zaczęłam budzić się z bólem głowy i nudnościami. Problem z czasem narastał i po wielu nieskutecznych terapiach lekarz skierował mnie na badania z podejrzeniem guza mózgu.


Wtedy to właśnie w "cudowny" sposób pojawił się na mojej ścieżce holenderski artysta i szaman,
mistrz ceremonii ayahuasca, Joop van der Hagen wraz ze swoją przecudowną asystentką, Inne. 

Przeżywając coś na kształt "progu objawienia" z góry WIEDZIAŁAM, że mój los przestawia zwrotnicę na zupełnie, zupełnie nowe tory.


 


0AiNa progu Nowej Ery przeżywamy zmierzch wszelkiej maści guru.
Kończą się uprawnienia pośredników do Boga, zdrowia, Wiedzy... Nikt nam już nie podyktuje, w co wierzyć, jak się modlić lub leczyć....
Nadchodzi czas odkrycia mistrza w sobie, czas poznania wewnętrznej Mądrości i nieograniczonych potencjałów Ducha.
Dojrzeliśmy, by uczyć się wprost od Natury.


 

kolowrotekCEREMONIA

 

Bałam się środków halucynogennych, a ayahuaski szczególnie. Drżałam na samą myśl o potencjalnych wizjach z wężami,

bo gady napawały mnie wstrętem i przerażeniem, jednak...

W tej sytuacji było mi już wszystko jedno!
Zległabym nawet w gnieździe węży, byle tylko głowa przestała tak koszmarnie boleć!

Wbrew największym obawom
po pierwszym kieliszku napoju bogów nie pokazało się nic!

Przeżyłam tylko absolutny chaos i wściekły wręcz kołowrotek myśli i uczuć.

Kłębiły się jak szalone, pędziły, umykały, zmieniały się w tempie światła - nie mogłam żadnej z nich zatrzymać, przyjrzeć się, zanalizować ani nawet zapamiętać... 
Po co najmniej dwóch godzinach  "maligny" wiedziałam już, że MUSZĘ stanowczo odrzucić całe to głupie myślenie!!!

 

W następującej potem ceremonii UJRZAŁAM,
jak w moim mózgu organizują się komórki rakowe.

"Organizują się" to najlepsze słowo na określenie tego, co zobaczyłam.
- Zagęszczone emocje, które towarzyszyły mi od chwili rozpoczęcia procesów sądowych - cała ta zacięta walka i ciągły stres - w postaci energetycznych strumieni niczym kanały ściekowe zlewały się w jeden "nowy twór" o ohydnej, brudno-brunatnej barwie.

Gdybym powtarzała, że boli mnie żołądek, rak zlokalizowałby się na pewno w brzuchu,
zwykłam jednak mawiać, że "pęka mi głowa".
Energetyczne strumienie automatycznie kierowały się więc do czaszki i kanalizowały w miejscu, które odbierałam jako źródło bólu.

 

BRIGID MARLIN The AnnunciationOd początku WIZJI obecny był przy mnie "duch Ayahuaski"
pod postacią barwnej jak motyl kobiety.

Jak najdroższa sercu matka otulała mnie czułością i troską.
Czułam się cudownie bezpieczna.

Każda jej myśl stapiała się z moją myślą, jakbyśmy były jednym (może tak właśnie jest?). Każda jej odpowiedź pojawiała się we mnie szybciej, niż zdążyłam sformułować pytanie.

W pewnej chwili pojęłam,
jakimi myślami i uczuciami sprawiam, że nowy TWÓR przestaje się tworzyć, a ból i nudności znikają natychmiast.

Dotykając głowy poczułam, jak potężne, lecznicze światło posiada szczera intencja uzdrowienia i jak zbawienny jest głęboki, odprężający całe ciało oddech. 
- Pierwszy raz od dawna odetchnęłam pełną piersią.
Nigdy wcześniej nie było dla mnie tak jasne, że sama jestem dla siebie najlepszym lekarzem.


W tej samej chwili przemknęła myśl,
że nie chodzi przecież o to, by w nieskończoność trzymać się za głowę i kontrolować oddechy!

W odpowiedzi ujrzałam ogromne pokłady poczucia winy w postaci ciemnej masy,
która wypełniała niemal całe moje jestestwo.
Postrzegłam jak w dzieciństwie musiałam na cudze życzenie i z byle powodu w tę WINĘ się zanurzać.
- Miałam przed oczami matrycę typowo polsko-katolickiego modelu odczuwania oraz mój brak odporności na chore pretensje czy żale otoczenia. Umysł był tym zatruty i każdy gen zdawał się być tym zainfekowany.


Zdałam sobie sprawę,
że cierpi na tę przypadłość wielu ludzi, lecz... nie u każdego kończy sią to rakiem!

I wreszcie odkryłam, jak tuż przed wcieleniem postanowiłam zrezygnować z tego życia natychmiast, gdy przestanie wypełniać je miłość.
Tak. W stu procentach sama byłam odpowiedzialna za moją chorobę.

 

ceremonia aya pierwsza

Żadna z metod terapeutycznych,
jakie stosowałam przed ceremoniami, nie była w stanie nawet dotknąć jądra tak głęboko utkwionych problemów.

Tylko stapiając się znów w JEDNO ze światłem, zdolna byłam rozbić stare struktury myślowe i - tym razem świadomie - stworzyć program na życie od nowa.

Ayahuasca dała mi wszystko,
czego potrzebowałam najbardziej: oświecenie "na żądanie", kontakt z wszechwiedzą, twórczą mocą i głębokim, kochającym zrozumieniem.

 

Gdy leżałam zatopiona w swoje wizje,

szaman lub jego asystentka we właściwych momentach grzechotali, dzwonili, wykonywali na mnie różne zabiegi.
Joop odganiał zbędne duchy i masy wrogiej mi energii!
Inne kładła coś brzęczącego na czakry i dźwiękiem przywracała im naturalną wibrację.
Otoczyli mnie bezpieczną miłością, a każdy ich ruch miał głębokie oddziaływanie, jednak najważniejszą rolę od początku do końca pełniła Ayahuasca.

Pod koniec ceremonii "przepowiedziała", że czeka mnie teraz dłuuuuugi, bardzo dłuuuuuuuugi okres wypoczynku.


ZiemiaNastępnego dnia przeżyłam
już tylko kalejdoskop spirytualnej zabawy.

Obleciałam wielokrotnie kulę ziemską i wnikałam we wszystkie możliwe kultury.
Byłam rabinem, mongolską szamanką, hinduską księżniczką...

Stałam się lekka, elastyczna i wolna.
Mogłam być wszystkim i wszędzie! - Przez chwilę byłam nawet statuą wolności, a moja świadomość pozostała stała i niezależna.
Wiedziałam, że kamień może rozlecieć się w pył, a... JAM JEST.


Widziałam przeszłe i przyszłe wydarzenia
w jednym momencie, jedno wieczne Tu i Teraz. Dostrzegłam obraz nieograniczonych możliwości czerpania z duchowego bogactwa.


Poczułam duchową JEDNOŚĆ z każdym stworzeniem tego świata.
W którymś momencie prowadziłam nawet swobodną, telepatyczną pogawędkę z...  gigantycznym, świetlisto-złoto-zielonym wężem!!! - W oceanie miłości nie było miejsca na lęk!!!

 

 

dusinMoje serce przepełniła ogromna MIŁOŚĆ,
która nie posiada żadnego, konkretnego źródła ani miejsca, po prostu wszędzie od zawsze BYŁA, JEST I BĘDZIE.

Stanowi jedyną prawdziwą rzeczywistość, w jakiej nurzamy się wszyscy.
Odgradzają nas od niej fatalne nawyki myślowe, lecz bez względu na to, czy jesteśmy świadomi jej wszechobecności czy nie, niezmiennie nas przenika, wypełnia i zawsze przy nas JEST.
Nie ma chyba poety zdolnego opisać rozmiar i głębię tego uczucia, więc nie zamierzam się nawet starać. Słowa są zbyt płaskie - to po prostu trzeba przeżyć!

Moje ciało, podobnie jak pióro, okazało się zbyt prymitywne, zbyt drętwe, a mięśnie twarzy nie przygotowane do wyrażenia bezgranicznej potęgi tego przeżycia. Napełniona MIŁOŚCIĄ po brzegi zastygłam jedynie z ayahuaskowym uśmiechem cichego błogostanu.

 

praca szamankiOpanował mnie wewnętrzny przymus,
by dzielić się tym doświadczeniem ze światem i -  w pożegnalnym już rytuale - ujrzałam obrazy niespodziewanej dla mnie przyszłości;

oto ja w roli... "szamanki".


Wyniki kolejnych spraw sądowych

interesowały mnie już najmniej. Prawna awantura zmieniła się w przelotne tło dla ważniejszych wydarzeń tętniącego energią życia.  
Moje serce wypełniło pragnienie, by umożliwić ludziom bezpośredni kontakt ze Źródłem, by dać im szansę odkrycia mistrza w sobie!
Stara, znajoma misja budzenia i oświecania nabrała teraz nowego koloru i wyłoniłly się nowe zadania....

 

Odnalazłam ścisłe połączenie z moim prawdziwym,
czystym i pięknym Ja. Ponownie wiedziałam, kim naprawdę jestem i czułam naturalną radość bycia po prostu sobą....

Aby opisać wszystko, musiałabym napisać książkę.

 


 

 

 

Aldona Mironski 2

PO CERTEMONII

 

 

 

Duchowa Wiedza, objawiona mi

w trakcie pierwszych w życiu ceremonii, nie była dla mnie niczym nowym.
Poznałam ją wiele lat wcześniej, podczas pracy nad własnym rozwojem.
Jednak olśnienia przychodziły po nie kończących się wysiłkach i nie miałam na nie żadnego wpływu.

Nie wiedziałam, że istnieje naturalna, bezpieczna metoda, by w krótkim czasie i w kolorach przeżyć to, co dawniej zajęło mi 20 lat!!!


Magiczne napoje,

dzięki którym człowiek staje się genialnie mądry i szczęśliwy, istniały dla mnie tylko w bajkach. Tylko zaczarowany alchemik z tysiąca i jednej nocy mógł stworzyć eliksir, pozwalający obejść się bez guru, bez lekarza czy wróżki...
- Okazało się, że ziemskie życie jest zaczarowaną bajką!

Byłam zachwycona, wręcz oniemiała z zachwytu i pełna głębokiego szacunku dla Tajemnicy Istnienia.
W jeden weekend nabrałam większej POKORY wobec wielkości Stwórcy niż wszyscy święci, którzy ćwiczyli się w tym latami.

 

Po holenderskim weekendzie
rozpamiętywałam całe, opisane tu przeżycie jak sen, wątpiąc od czasu do czasu, czy naprawdę mi się to zdarzyło.

Z kim "rozmawiałam"? Czy naprawdę traktować to wszystko jak rzeczywistość?
Zalecenie Ayahuaski, aby wypoczywać, okazało się jak najbardziej rzeczywiste! Byłam słaba jak po ciężkiej operacji i każdy wysiłek zdawał się niemożliwy.
- Operacje bez skalpela, przeprowadzone w innym wymiarze niosą za sobą takie same konsekwencje, jakby były dokonane w rzeczywistości materialnej!!!

wewnetrzne przezycieJednocześnie zachodziły we mnie ogromne zmiany i z pasją oddawałam się wewnętrznym przeżyciom.
Ogarnął mnie wielki spokój. Stałam się całkowicie WOLNA i łagodnie pogodna. Nic nie było w stanie zakłócić mi cudownego bycia Tu i Teraz.
Bez oceny ludzi i zdarzeń, z głębokim współodczuwaniem przyglądałam się światu świeżym spojrzeniem dziecka, pełnego akceptacji dla wszystkiego, co JEST!

Dalszy proces uzdrawiania mojego ciała posuwał się do przodu bez żadnego wysiłku.  Przez trzy tygodnie prawie nic nie jadłam, piłam ogromne ilości wody, nagle przestała mi smakować kawa, odkryłam wiele nowych herbat...
Działałam instynktownie, wiedząc, co jest dla mnie dobre. To, co mogłoby szkodzić, stawało się odpychające. Całe leczenie skupiło się na nie wymuszonej diecie, ciepłym dotyku i duchowym odprężeniu.
Po miesiącu rak zniknął tak, jak się pojawił.

 

 ....

 

 

spirytualna zabawaDziś już nie potrafię żyć bez miłości i harmonii ze światem,

a przynajmkiej... niezbyt długo!
Ogrom wzruszających uczuć do siebie i innych, przepełniająca duszę życzliwość do każdego napotkanego stworzenia, nieustająca radość istnienia i apetyt na życie zmieniają się w NAŁÓG, w który dla dobra własnego i całej planety powinna wpaść cała ludzkość.
Każda kolejna ceremonia jest całkiem nowym i zupełnie innym doświadczeniem. Ayahuasca odsłania przede mną nowe światy, których poznanie zdaje się nie mieć końca.

 

Moje życie nie tylko wróciło do normy
- stało się tysiące razy bardziej barwne, mistyczne i przepełnione duchem. Każdy dzień zamienił się w święto, każda czynność - w magiczną ceremonię, ja sama w "Alicję w krainie czarów." Świat stał się RAJEM.

Jeszcze przez kilka lat jedynym zakłóceniem były sądy i paragrafy, ale w końcu to właśnie problemy z prawem połączyły mnie z Ayahuaską! Obie borykałyśmy się ze stróżami starego porządku i - jestem pewna - obie wyjdziemy z tego obronną ręką.
Rozpoczynająca się wraz z 2012 rokiem Epoka Wilka, Era Wodnika i Dzień Swaroga (patrz: Aktualności)
przyniosły ze sobą nadzieje na lepszą przyszłość. 

Nadchodzących zmian nic już nie zatrzyma!

 

aaa1078Połączyły mnie z ayahuaską również piramidy,
gdyż ona to właśnie rysuje przed zatopionymi w trans piramidalne budowle, które gdzieś już istnieją lub dopiero powstaną. Najbardziej dla mnie realna hipoteza głosi, że to Aya jest prawdziwą autorką piramid, wzniesionych m.in. w Ameryce Południowej, w Egipcie i w wielu innych zakątkach świata. - Ona to wypełniała piramidami moje dziecięce sny i ona kierowała wszystkimi posunięciami, kiedy wraz z mężem propagowaliśmy Yantry od Warszawy po Nowy York.

Ona też - podczas jednego z pierwszych spotkań pokazała mi modele piramid na nową erę - doskonałość świętej geometrii i magię kryształowej kuli...

Piramidy w jakiś tajemny sposób łączą nas ściśle z wewnętrzną wiedzą,
a ich energia wzmacnia Ducha tak, że w świecie miliardów miraży udaje się przeforsować własne, płynące z serca idee.

Połączenie tej energii z wiedzą, w jaką wyposaża nas ayahuasca, daje fantastyczne rezultaty.
Przede mną następne dwudziestolecie obserwacji, po którym to - być może - nikt już nie będzie nikogo ścigać za publikowanie tego, co się wie.