Back to Top

Ceremonie w Holandii

Moja misja

 

 

 

ayahuasca diamentMOJA

MISJA

 

 

 stare alchemiczne motto

Visita interiora terrae rectificando invenies occultum lapidem.
"Odwiedź głębię Ziemi; przez oczyszczenie znajdziesz tam ukryty kamień."

 

Znałam moje zadanie  życiowe;
odkąd pamiętam była to praca na rzecz rozwoju świadomości.
W tym właśnie celu latami wytrwale ćwiczyłam kundalini jogę, prowadziłam gabinet terapeutyczny, organizowałam warsztaty
i pisałam do wielu czasopism ezoterycznych....

Pochłaniał mnie też temat piramid, więc gdy Aya na jednym z pierwszych rytuałów pokazała mi kolejny model  - na Nową Erę, puzzle ułożyły mi się w spójną całość. 
Mimo wszystko znalazłam się na rozdrożu!

 

 

Szaman kojarzył mi się dotąd z dzikusem, 003
biegającym z bębenkiem wokół ogniska i wizja siebie w tej roli raczej mnie nie pociągała.

Dość nagle okazało się, że jestem właśnie... szamanką!
Człowiek się po prostu taki rodzi!

 

Wszystkie znaki na Niebie i Ziemi
wskazywały, że moja dalsza droga jest już określona i nie ma z niej odwrotu. - Zrozumiałam!

Nie miałam tylko pojęcia, w jakie ramy ubrać tę szamańską działalność.
Pewne było, że nic mnie nie łączy z indiańskimi curanderos, a z Ayahuaską  - bardzo wiele.
Ceremonialne wizje natrętnie krążyły wokół świątyń, które wyglądały jak ze starożytnego Egiptu i Grecji,
a ja błądziłam po omacku w poszukiwaniu samej siebie.

 

Olśnienie przyszło
etapami i nie dotyczy mnie jako indywidualnej jednostki. Równie dobrze może to być twoja misja, ale...

Najlepiej, jeśli opowiem wszystko od początku...

 

 


 

 

 

ziemiaPODRÓŻ

DO WNĘTRZA

ZIEMI

 

 

Gdy dojrzałam do samodzielnych ceremonii,
zdałam sobie sprawę, że to już nie przygoda, lecz "służba", wymagająca całkowitego poświęcenia siebie.
- Trochę mnie to przeraziło!!!

 

Organizm po przebytych chorobach
(czyt: szamańskich inicjacjach) wciąż jeszcze był bardzo osłabiony,
a dusza przeżywała coraz silniejsze wstrząsy.
Wszystko było dla niej nowe i więcej niż niezwykłe.
Ukształtowana przez blisko pół wieku osobowość rozbiła się na miliony kawałków i w obliczu nowych zadań zmuszona byłam sklecić ją na nowo.

 

Ledwie nadążałam przetrawić
własne, niezwykle intensywne przeżycia, gdy drzwiami i oknami pchali się do mnie ludzie z coraz większymi obciążeniami.

Zbyt ostre tempo zdarzeń sprawiło, że w krótkim czasie poczułam się kompletnie wyczerpana.
Moje ciało znów odmówiło mi posłuszeństwa, ale...

 

Matka Natura zadbała o równowagę! ceremonia aya hua ska
Atak srogiej zimy sparaliżował całą niemal Europę. Zabrakło nawet soli do sypania ulic i ludzie zmuszeni byli siedzieć w domach. Przyroda zasnęła, wokół zrobiło się biało i cicho, świat na chwilę wstrzymał oddech... 

 (Ilustracja muzyczna: posłuchaj)

 

Podczas jednego z takich cichych wieczorów,
natychmiast po wypiciu ayahuaski zległam na macie jak bezwładny worek.
Czułam niemalże, że życie ze mnie ulatuje i duch mój bezwolnie pchany jest wprost do Hadesu.
- Przynajmniej muzyka, która docierała do moich uszu, kazała mi nazwać to Hadesem.

 

Praktycznie umarłam
i siła, znacznie potężniejsza ode mnie, ściągała mnie niżej, coraz niżej... w niekończącą się otchłań podziemia.
Byłam tak wyczerpana, że praktycznie niezdolna do przejawów wolnej woli - jakbym na nic nie mogła mieć już wpływu.
Zabrakło mi nawet siły na strach (on też wymaga energii), było mi zwyczajnie wszystko jedno, po prostu:
nieeech się dzieje!  

 

Beznamiętnie mijałam
mgliste kontury i cienie; jakieś obrzydliwe płazy, poczwary i wszelkie możliwe plugastwo....
W końcu dotarłam na DNO. 

Nie było już żadnego niżej ani głębiej. Przeniknęła mnie świadomość, że to stacja ostateczna, absolutny finał, grób.... Najgłębsze DNO.

 

Znalazłam się w obszernej,Asclepios
brunatno - szaro - burej jaskini, w której panoszyło się wielkie NIC.

Mój wzrok - siłą rzeczy - utkwił na jedynym przedmiocie, jakim był wystający
na środku słupek z owiniętym wokół, adekwatnie paskudnym wężem.
- Tyle widziały "oczy", ale nastrój tam panujący był zupełnie, zupełnie inny.

 

Jaskiniowa pustka
zdawała się być niezwykle twórcza. Tętniła niewidzialnymi światłami Nicości,
z której można wyczarować, co tylko dusza zapragnie.
Wąż natomiast - z mordą komicznie szkaradną jak pyski moich bokserów
- promieniował ciepłem i humorem, napełniając całe pomieszczenie dowcipną,
disneyowską słodyczą.

 

Miałam wrażenie, że od dawna na mnie czekał
i od pierwszego wejrzenia wzbudził omdlewające uczucie bezgranicznej, bezwarunkowej MIŁOŚCI.

Jej potęga była tak rozpierająca, że miałam nieodpartą chęć ucałować
tę poczwarną paszczę, jednak... Pełna respektu zatrzymałam się w pół drogi.

Najwyraźniej gad - świadomy mojej zwykłej awersji do węży - chciał mnie wpierw taktownie "oswoić".

 

Zaczęła się pantomima jak w zabawnej kreskówce.
Wszystko, co miał mi do powiedzenia, pokazywał spojrzeniem, myślą, gestem...
Słowa były zbędne...

Gdzieś przepadła cała moja dorosłość, doświadczenie i powaga. Znów stałam się małą dziewczynką!
Czułam wewnętrzne łaskotanie i słyszałam mój dawno zapomniany, perlisty śmiech. Stałam się czystą radością i miłością, a jaskinia dosłownie trzęsła się od beztroskich chichotów.
Najchętniej objęłabym całą planetę i obdarzyła radosną czułością wszystko, co żyje!

Nie można było przeżyć większej dawki szczęścia! Niemożliwe było kochać bardziej!

 

giphy0aGad wydał się być bardzo z siebie zadowolony,
jakby mu się coś świetnie udało.

Niczym mruczący kocur z rozkoszy przymknął oczy, złożył komiczny łeb na słupku i na moment zamarł w bezruchu. Czarował...

 

Po chwili,
otwierając filuternie jedno oko, "wypuścił" w moim kierunku potężnej wielkości, doskonale przejrzysty DIAMENT, który mieniąc się wszystkimi barwami tączy płynnie przemierzał przestrzeń.
Na koniec wniknął w mój splot słoneczny, wypełnił całą klatkę piersiową i stał się ze mną jednością.

 

Spojrzeniem zadałam pytanie.
- Co to znaczy? Co mam z tym zrobić?
Zamiast dać odpowiedź, wąż wzbudził we mnie jeszcze większy chichot - jakby mnie połaskotał.
A choć nadal nie miałam pojęcia, co jest grane, poczułam się, jakbym usłyszała doskonały dowcip. Hi, hi, hi...
Robimy niezłego psikusa.

 

diamencik 1...Powoli wracałam do rzeczywistości.
Z głośnika słychać było właśnie utwór Pink Floydów (przypadek???)
"Świeć szalony diamencie"  ... posłuchaj...
Jak zwykle Jarek puścił najwłaściwszą muzykę we właściwym czasie, a ja starałam się zebrać myśli i coś z tego przeżycia zrozumieć.

 

Diament jest mistrzowskim kamieniem.
Wznosi naszą świadomość do JEDNOŚCI.
Gdy człowiek wypełni się wewnętrznym światłem, jego szyszynka błyszczy niczym diament w koronie, ale... Mój trafił w splot słoneczny!

 

Po głowie kołatała mi się średniowieczna sentencja
"najwyższe pochodzi z najniższego". - W końcu zeszłam najniżej i doświadczyłam uczuć najwyższych...

Jasne jak słońce stały się słynne słowa, że - by wejść do Królestwa Niebieskiego - musimy znów być jak dzieci...
W ogóle wszystko stało się logicznie proste, choć rozum w klasycznym rozumieniu tego słowa gdzieś mi się rozpłynął.
Miałam w tym momencie otwarty umysł małej dziewczynki, wielkie, wzmocnione diamentem sercem i mądrość dziecka Wszechświata.

 

Ostateczne wyjaśnienie tego, co mi się przydarzyło, dopiero nadeszło...


 

 

 

Eskulap 003ROZWIĄZANIE

ZAGADKI

 

 

 

Następnego dnia
czułam zdumiewający przypływ energii do pracy.
Nadal najważniejszym zagadnieniem było znalezienie  odpowiednich ram dla mojego szamanizmu,
stąd nieustannie ulegałam różnym natchnieniom.
Obecna strona (próg objawienia) zaprojektowana była wówczas w stylu starożytnej Grecji,
a ponieważ ayahuasca kojarzona bywa z medycyną, wpadł mi do głowy pomysł, by ozdobić nagłówek
wizerunkiem greckiego boga medycyny. 

 

Orłem w szkole nie byłam, mitologii nie pamiętałam,
zaczęłam więc szperać po Internecie i... Wsiąkłam na kilka dni!
Z wypiekami czytałam o tym, jak to zapożyczony z Tracji bóg medycyny, Asklepios (w Rzymie: Eskulap), wskrzesił martwego syna króla Krety zielem, jakie NA DNIE GROBU wskazał mu wąż!!!!

 

Trudno o bardziej trafne
określenie "jaskini", w której dopiero co miałam zaszczyt przebywać!

 

Gdy odkryłam,
że Asklepios
po konflikcie z Zeusem zstąpił do Hadesu i nadal pomaga ludzkości pod postacią węża,
stało się oczywiste, że przeżyłam autentyczne spotkanie z bogiem, że starożytna mitologia to nie bajki i rzeczywistość po tamtej stronie jest w istocie bardziej rzeczywista niż tzw. świat realny...

 

W języku trackim Eskulap inaczej
AS oznacza wąż, CLEPIOS - owinięty, EPIOS - łagodny, delikatny.

Nie potrzebowałam żadnych dodatkowych wyjaśnień! Już "wiedziałam", dlaczego Grecy wchłonęli,
a potem otoczyli trackiego boga tak potężnym uwielbieniem, że z biegiem lat zdystansował on cały olimpijski panteon.

Stałam się doskonale świadoma, dlaczego bez zbędnych refleksji akceptujemy go na drzwiach aptek i opakowaniach leków. - Z jadu węży wyrabia się wprawdzie wiele medykamentów,
lecz Eskulap jadowity przecież nie jest!

 

Foto:  LASKA ASKLEPIOSA, naturalnie uformowana z brzozy. Prezent od Matki Natury.
Dosłownie  "spadła nam z nieba" (
na długo przed odkryciem  ayahuaski). - Dziś jest strażnikiem sali ceremonialnej.

 

Pojęłam, że w przeszłości nie raz pracowałam dla Eskulapa.
Przypomniało mi się, jak ubarwiał moje dziecięce sny...  Poczułam się, jakbym wróciła do "domu"...
"Starogrecki" - jak mi się wówczas wydawało - szamanizm zaczął mnie wciągać bez reszty.
Otwierałam się na kolejnych bogów, dotarłam do misteriów eluzyjskich
i bogini Demeter (zwanej dziś Ayą).

 

Eskulap 003AOstatecznie odnalazłam swoją tożsamość
wśród filozofów i kapłanów orfickich, zaś po latach
odkryłam... 

 

Prasłowiańskie pochodzenie transowych bogów greckiego panteonu.
Korzenie tej wiedzy sięgają czasów Ariów (Prasłowian), kiedy nie było jeszcze ani Grecji, ani nawet Inków, Majów czy Azteków w Ameryce, ale...

To już inna historia

 

W tamtej chwili na próżno starałam się rozgryźć,
dlaczego Eskulap dał mi diament.

Nazwa diamentu pochodzi od jego twardości (gr. adamas - niepokonany, niezniszczalny (jak energia serca).  Symbolizuje mądrość, oświecenie i  czystość.  Jednak...
Czułam, że nie rozumiem wszystkiego.

 

Rozwiązanie zagadki przyszło pocztą elektroniczną.
Uczestniczka jednej z moich ceremonii, dziewczyna o znaczącym imieniu "Bogu-miła" napisała:

 

eskulap diament"Aldonko, nie wiem, dlaczego,
ale czuję, że muszę Wam o tym opowiedzieć.

Miałam dziwny sen. Widziałam studnię i osadzony na niej wielki diament.
Do studni zbliżały się kobiety i trzymając się za ręce zamknęły wokół niej krąg.

Nagle diament, napełniony światłem z głębin ziemi, wypuścił we wszystkie strony silne promienie. Przenikały one serca kobiet i zapuszczały się dalej i dalej, a na końcu każdego z nich powstawała identyczna studnia i tak samo, gromadzili się wokół niej ludzie.
Całą planetę oplotła diamentowa sieć ...

 

Mam nadzieję,
że moje słowa trafią do właściwych rąk i otwartych serc.

Bogusia"

 

eskulapW taki to sposób otrzymałam "instrukcję"
odnośnie mojej misji i rodzaju szamanizmu.

Głęboko się z tym utożsamiłam.
Surrealistyczne poczucie humoru Eskulapa znów zbudziło ogrom ciepła w moim sercu.

 

Uśmiechnęłam się
na wspomnienie jego psikusa, zwłaszcza, że niemal w tym samym momencie
ktoś podrzucił na facebooku przesłanie kręgów zbożowych - węża i diament.

Nie było nic do dodania!

                         

Największym dowcipem Eskulapa
jest to, że ja nigdy nie chciałam i nie chcę mieć nic wspólnego z leczeniem chorób.
Kolejka ludzi chorych pod drzwiami jest mi obca. Nie moja działka...

Moją misją od lat była i - mam nadzieję -  pozostanie transformacja - przemiana życia i losu, oświecenie....
Pomimo tego moje ceremonie stały się - dosłownie - wylęgarnią uzdrowicieli.
Stałam się ich "wychowawcą" i mentorem...   
Najwidoczniej uzdrowiciele przede wszystkim muszą mieć rozszerzoną świadomość, potrzebują oświecenia i radości życia.


 

 

 

Z czasem uczestniczki moich ceremonii zaczęły pisać bardzo zbliżone relacje.

 

ayahuasca misja 01PATRYCJA

 

 

"...Zadałam Ayi pytanie o moje posłannictwo.
Pokazała mi, jak zmieniam się z dziecka w kobietę - przeistaczam się w Białą Kapłankę.
To była kompletna metamorfoza, z ognia i popiołu przeobraziłam się w feniksa, na moment byłam cudownym ptakiem, potem znów kobietą - Boginią Miłości.

 

Aya powiedziała, że moim przeznaczeniem jest dawać miłość
w najczystszej postaci i świecić diamentowym światłem. Ukazała mi wizję naszej planety, na której świecą małe punkciki. To jesteśmy my - dobrzy i pełni miłości.

 

Planeta obracała się jednocześnie wokół własnej osi
i rozciągała się w czasie i przestrzeni, a ja widziałam, jak co chwilę rozbłyskują nowe światełka i jest nas coraz więcej.

Obraz się oddalił, aż ukazały się miliony innych planet, równie pięknych jak nasza, na których mrugały identyczne diamentowe punkciki. Poczułam jedność ze wszystkimi stworzeniami wypełnionymi miłością.

 

Jesteśmy połączeni i mamy jeden cel:
szerzyć miłość, to nasza broń przeciwko złu. Ono objawiło się jako pajęcza sieć destrukcyjnych energii, które w dzisiejszych czasach przybrały formę skostniałych religii, fanatyzmu, polityki, a nawet programów telewizyjnych. (...)

Widziałam jak gigantyczna, międzyplanetarna pajęczyca zagarnia w sieci nieświadomych ludzi. Diamenciki jednak uciekają w sama porę - mają świetną intuicję..."


ayahuasca misja 03MARZENKA

 

"....zauważam, że na czymś siedzę...
Widzę pod sobą ogromnego smoka o łuskach złotych i czerwonych, czasem zielonych.
Odlatuję z nim daleko w przestrzeń... Pokazuje mi wszechświat... Pokazuje kosmos pełen świetlistych punktów i wiem, że takim światłem jestem również ja.

 

Czuję radość i wdzięczność.
Wiem, że to moja misja i cel rozświetlać wszystko wokół sobą. To działa jak domino, jak sieć w internecie... I pociąga za sobą następnych. Jestem ogromnie szczęśliwa! (...)


Kolejnym razem wita mnie ogromny seledynowo-złoty smok.
Czuję ochronę, podziw. Jestem pełna ufności. Jesteśmy zawieszeni w przestrzeni kosmicznej.
W tym momencie smok wchodzi w moje ciało. Wygląda to tak, że przez kilka chwil czuję wszystko jego zmysłami.
Czegoś takiego nie da się opisać ludzką mową. Mam wrażenie, że moje ciało tego nie wytrzyma i że rozsadzi moją głowę i oczy.
Nie jestem w stanie wszystkiego przetworzyć co widzę. Mam wyostrzone zmysły, szczególnie wzrok, który otacza każda żyjącą istotę z osobna a zarazem ogarnia wszystko wokół. Patrzę ,,jego,, oczami na Ziemię, która jest pełna skupisk świetlistych punktów (jak świetliste diamenty). Wygląda to jak mapa.

 

Wiem, że to jest także moja misja.
Ze mamy się łączyć, rozświetlać miłością świat. Że mamy rosnąć w siłę. Dzielić, rozsiewać miłość. W mojej głowie przetacza się masa informacji, które z ogromną szybkością zostają we mnie zapisywane. (...)

 

Pozostała część ceremonii to moja misja:
każdy dzień, gest.
Widzę mieszkania, ulice pełne szarych i zaślepionych ludzi. Wiem, ze wszystkim nie pomogę, ale muszę robić swoje. Łącząc się z innymi, ładować w ten sposób akumulatory, szukać podobnych by mieć więcej siły i nieść w świat światło. - Do ludzi!

 

O mitycznym, zielono-złotym smoku, który często pojawia się na moich ceremoniach,
o znaczeniu i pomocnej roli smoków, patrz: PRZEWODNIK MAŁEGO SZAMANA
O starosłowiańskim bogu - szamanie, Asklepiosie, patrz: MIT ESKULAPA i CEREMONIE ESKULAPA

 

 


 

 

 

Kolejne "kapłanki" dopisują nowe wątki diamentiki już dawno wyłoniła się z tego wspólna misja.
Brak tu miejsca na ambicje czy jakiekolwiek hierarchie, nie czas na budowę świątyń. Zbyt wiele jest do zrobienia w dziedzinie otwierania ludzkich serc i oczu na ich własną, wewnętrzną Prawdę. 
Naszym celem jest tworzenie przestrzeni na duchową wolność. Taką, by każdy człowiek zwyczajowo podążał wyłącznie własną drogą
i czerpał wiedzę z wielu różnych źródeł - z dala od zastygłych dogmatów jakiejkolwiek religii czy filozofii.

Naszym jedynym zadaniem jest kontynuować przerwaną dawno temu tradycję i szerzyć miłość, na której dotkliwy brak cierpi tak wielu. Trzeba pokazać drogę tym, którzy do niej tęsknią i rozprzestrzeniać wśród tych, którzy jej jeszcze nie poznali.
A zatem... Świeć Szalony Diamencie!

    

 


 

O nas

 

dusia aya01"Uczyć się, to odkrywać, co w głębi duszy już wiesz.
Wprowadzać w czyn, to pokazywać, że wiesz.
Nauczać to pozwalać odkryć innym,
że wiedzą dokładnie to samo,
co ty."

Richard  Bach

                                                     

 

Urodziłam się 21.05.1962 r w Łodzi,
wśród zwiastunów i pionierów dzieci indygo.
Z zawodu jestem nauczycielką jogi, terapeutką, dziennikarką i pisarką,
a z urodzenia - szamanką.
Przez wiele lat pracowałam jako nauczyciel duchowy (ze świadomością wiecznego ucznia).
Pisałam do czasopism ezoterycznych w Polsce i w Niemczech (Nieznany Świat, Czwarty wymiar, Gwiazdy mówią, Visionen..., patrz: Artykuły).
Przez 10 lat pracowałam jako felietonistka w największym, wydawanym na zachodzie tygodniku polskojęzycznym Info&Tips
Wydałam kilka książek...
Prowadziłam gabinet terapeutyczny i organizowałam liczne warsztaty.
Ayahuasca3Z zamiłowania uczyłam, jak pomóc samemu sobie, jak korzystać z wewnętrznych mocy i ukrytych możliwości.

 

Nieustannie zgłębiałam i wciąż zgłębiam WIEDZĘ
na temat świętej geometrii, PIRAMID, szamanizmu...

 

W roku 2008 przypadkiem
(o ile coś takiego istnieje) odnalazłam bezpieczny napój,
dzięki któremu każdy ma szansę sięgnąć po tę samą wiedzę bezpośrednio z własnego wnętrza.

Krótko później założyłam PIERWSZY POLSKI INSTYTUT AYAHUASKI i - jako jedyna odkryłam  słowiańskie korzenie tego napoju.

 

Łącząc wypracowane przez lata metody
pracy duchowej z ayahuascą,

zdobyłam narzędzia, dzięki którym uczestnik moich ceremonii może dokonać transformacji i odnaleźć własną - pewną i prostą drogę zarówno do uniwersalnej Wiedzy, Prawdy jak i Miłości - po prostu do szczęścia.

 

Ayahuasca instytutMoja praca należy do


WIELKIEJ TRADYCJI PÓŁNOCY 

i jest kontynuacją przerwanej niegdyś przez Słowian 

MISJI KAPŁANÓW ORFEUSZA.
 
patrz:
TRADYCJA KAPŁANÓW ORFEUSZA

 

 

 


 

 

 

NA CEREMONIACH WSPÓŁPRACUJĄ

 

   
szaman Zloty SimbaSzaman gUCIA

ZŁOTY SIMBA
z wyboru pozostaje in cognito.

 

 

 Studiował na trzech wyższych uczelniach 
(w Krakowie, Łodzi i Bochum).
W poszukiwaniu swojej drogi chciał  zostać inżynierem, nauczycielem historii, prawnikiem...
W rezultacie życiowych zakrętów, został szamanem.
Jest karmicznym kontrolerem jakości i ochroniarzem na moich ceremoniach.

 

Nie wyznaje żadnej religii
i nie tworzy własnej.
PRAWDA, niezależnie gdzie i jak nazwana, była, jest i pozostanie dla niego zawsze tą samą PRAWDĄ.

 

Okazjonalniekotki
pojawiają się  na moich ceremoniach uczniowie.

 

Na sali asystują nam
dwie bokserki - niezrównane i bardzo opiekuńcze "ayahuasqueros" ,
a nad całym terenem z wielkim oddaniem czuwają 3 dorodne koty. 

 

 


 

 

 

Ayahuasca1NASZ

SZAMANIZM

 

 

 

 Szaman to TEN, KTÓRY WIE
- pośrednik między TYM i TAMTYM światem.
Od zarania dziejów pełnił funkcję duchowego lidera, maga, proroka,
czarownika, doradcy królów, lekarza ciała lub duszy albo nauczyciela duchowego,
kapłana, psychologa i terapeuty.

- Ja skłaniam się ku leczeniu duszy, psychologii i terapii.

 Rys. Obraz Agnieszki Szałabskiej.

 

Przestrzenie duchowe szamańskiego świata
mają swój ściśle ustanowiony porządek. Z grubsza rzecz biorąc dzielą się na trzy poziomy;

 

1 - Świat dolny
("podziemny", astralny) to obszar uczuć, duchów chorób, swiatyproblemów
i wszelkiego typu istot demonicznych.
Jest to cel wędrówki szamanów "czarnych", najczęściej uzdrowicieli.

 

2 - Świat środkowy,
Ziemia - strefa ludzi i królestwo Natury.
Miejsce niebezpieczne, gdzie ścierają się  przeciwieństwa.

 

3 - Świat górny, duchowy
- siedziba istot ze światła, miejsce programowania rzeczywistości i tworzenia PRAW.

Ten poziom łączony jest z tzw. szamanami białymi, którzy w Wielkiej Tradycji Północy
(potem w Egipcie i Grecji...) pełnili rolę kapłanów.  - Szczegółowy opis  w SZKOLE SZAMANÓW

 

Naturalnie strefy te nie są dla nikogo zarezerwowane.
Każdy może udać się, dokąd zechce, jednak... wilka zawsze ciągnie do lasu.

Mnie pociągają światy górne. 

 

Mają one wiele płaszczyzn,
zamieszkanych przez niezliczone duchy przyrody,
opiekunów zwierząt, siły życiowe, ciała niebieskie, a także aniołów, posłańców i pomocników, cały panteon bogów,
na czele których stoi Stwórca Galaktyk czyli Pan Wszechświata. 
Na poziomie górnym zdobywamy wiedzę, znajdujemy odpowiedzi na miliony trudnych pytań i czerpiemy moc do pracy duchowej.

 

szamanka AL DONAJako biała szamanka
należę do grupy nauczycieli duchowych i terapeutów.
Posiadam zatem ściśle określony zakres obowiązków.
- Mam głosić nauki, których zastosowanie gwarantuje ludziom szczęście i dobrobyt, powodzenie w "łowach", miłość, płodność, obfitość Natury, moc do walki z chorobą bądź przeciwnościami losu...

 

Biali w każdym przypadku
tylko uczą, jak człowiek może pomóc sobie sam, jak obejść się bez pośredników do boga, zdrowia czy wiedzy.... i jak osiągnąć szczęście.

 

Podczas rytuału dbam
o równowagę psychiczną i duchową moich gości, koryguję wibracje, naprowadzam na właściwą ścieżkę... Pomagam wyplątać się z "zaczarowanego kręgu" cierpienia, z transu ofiary, z koszmarów... I transformować te energie w moc, służącą do realizacji marzeń i planów.

 

Uzupełnieniem rytuałów
jest nauka praw, rządzących naszym losem i wskazanie narzędzi do pozytywnej przemiany losu.

Zgodnie z duchem czasu przywracam też pierwotną (słowiańską) świadomość jedności, opartą o prastare zasady "rodzina, ród, plemię".

 

Pełną kontrolę i władzę na ludźmi
przejmują wyłącznie szamani CZARNI. Nazwani są tak z racji charakteru pracy, gdyż w światach podziemnych (w Hadesie) natykają się na coraz mroczniejsze i bardziej przerażające warstwy, którymi rządzi Władca Podziemi.
W
alczą tam z duchami chorób, odprowadzają na swoje miejsce zbłąkane dusze zmarłych bądź wykonują egzorcyzmy... 

Po mistrzowsku obchodzą się z bardzo ciemnymi energiami. (Gdy trzeba też to robię, ale... generalnie to nie moja bajka.)

 

Herb Lubicz nr1Więcej, patrz:
Przewodnik małego szamana
Tradycja
Szkoła szamanów

 

 


 

 

 

dusia HolandiaMOJA

DŁUGA

DROGA

 

 

...była zaskakująca, ciernista i burzliwa.
Pierwsze oświecenie dostałam w wielu 3 lat,
następne mając 16 (szczegóły: Jak rozpoznać szamana).

W świecie, jaki zastałam, nie było miejsca dla oświeconych dzieci,  
stałam się więc wyobcowana, zbuntowana..., a otoczenie traktowało mnie jak dziwoląga.

 

Choć nie miałam pojęcia,
że jestem szamanką, byłam w pełnym tego słowa znaczeniu prowadzona
- przez "duchy", bóstwa, moje wyższe JA i nierzadko przez samą Ayahuaskę.
Towarzyszące mi sny obfitowały w mistyczne przeżycia i drogowskazy.
W większości przypadków były one o wiele ciekawsze niż realne życie (przynajmniej to za komuny).
Koszmarem na tej ścieżce był obowiązek szkolny - nieubłagany dźwięk budzika i uczucie ogromnej straty, gdy nie mogłam sobie przypomnieć, co mi się śniło.

 

Gdy tylko poznałam WOLNOŚĆ, 1ae
za nic nie dałam jej już sobie odebrać.
Nie pozwoliłam przykuć swoich myśli do żadnej katedry, żadnej akademii i nie pozwoliłam wprząc się  w wyścigi szczurów.
Przyszłam na Ziemię z konkretnym zadaniem i w jakiś sposób, wewnętrznie byłam go świadoma.

 

Natychmiast po maturze
dosłownie "rzuciłam się" na krążące w podziemnej Polsce ksero-odbitki książek o tematyce ezoterycznej.

 

Na emigracji w Niemczech
założyliśmy z mężem firmę i z racji niezwykle korzystnej koniunktury poznałam smak łatwych,
dużych pieniędzy.
Równie szybko dopadła mnie gorycz konsumpcyjnej frustracji i usilnie szukałam czegoś "więcej".

Sądziłam, że znajdę to wśród obcych kultur, religii, filozofii....

Rozpoczęliśmy więc podróże, podczas których poznałam różnej maści nauczycieli, guru i pseudo-guru z pokolenia dzieci - kwiatów. ....

 

aldona aya 4Ulepszanie świata
każdy winien zacząć od siebie, wzięłam się więc ostro do pracy!

Z ogromnym samozaparciem zgłębiałam sekrety życia, zasady funkcjonowania umysłu i prawa, jakimi rządzi się ludzki los i szczęście.

Na tej ścieżce każdy kolejny dzień jest początkiem nowej drogi i każdy napotkany człowiek - kolejnym drogowskazem.


Ze wszystkich kierunków i metod,
wybrałam psychocybernetykę - zachodnią metodę korzystania z możliwości ludzkiego umysłu i bogactwa uczuć.   Była to w istocie
ścieżka duchowa YANTRA - system niezależny od jakiejkolwiek religii, który odpowiada za urzeczywistnienie, spełnione działanie (realizację marzeń).
Przełomem w mojej edukacji było zetknięcie się z Wiedzą Sikhów - strażników tajemnic kundalini jogi. Ich filozofia okazała się tą doskonałą Prawdą, którą od dawna odkrywałam w swoim wnętrzu. Z wielką łatwością też przyjmowałam bardzo trudne asany i ćwiczyłam wytrwale (po 3-4 godziny dziennie) - przez 12 lat.

 

Przez blisko 20 lat żyłam w odosobnieniu,
w Parku Narodowym, wśród kamiennych kręgów i świętych miejsc druidów (dziś odkrywamy, że są to praktycznie obszary Prasłowian).
Podróżowałam wyłącznie do kultowych miejsc starożytnych cywilizacji, gdzie otrzymywałam natchnienie lub spotykałam kolejnych nauczycieli.
Czerpiąc z wielu źródeł uświadomiłam sobie, że nastał czas, by wschodnia Prawda i etyka harmonijnie splotły się z zachodnim dążeniem tworzenia "raju na Ziemi".

 

Usilnie pogłębiałam wiedzę power Yantra
o naturalnych prawach, rządzących ziemską egzystencją.
Zgłębiałam wszystko o wewnętrznych możliwościach Człowieka.

Najwięcej czasu zajęło mi badanie wpływu energii piramid na ciało, duszę i umysł.
Konstrukcje te stały się moją wielką miłością, obiektem szalonej fascynacji i przedmiotem nie kończących się badań.

 

Oświecenie przyszło w 1996 r.
- nagle, znienacka... Przytrafiło się jak zwyczajne zdarzenie niemal jednocześnie mnie i mojemu mężowi. Odświeżyło nam pamięć podobnych zdarzeń w przeszłości. Zyskaliśmy nowe poczucie siebie i poznaliśmy swoją prawdziwą wartość. Pojęliśmy, że cała Wiedza Wszechświata mieszka głęboko w każdym z nas.

 

razem bisNa tej ścieżce odkryłam,
jak naprawdę funkcjonujemy i zrozumiałam moc naszych myśli i uczuć.
Pojęłam, jak wielka jest nasza władza nad życiem.

 

Ponieważ
mąż nie ćwiczył kundalini jogi, uwagę naszą przykuły piramidy, których wpływ na ludzkie ciało, umysł i ducha obserwowaliśmy bacznie od roku 1990.
Stany rozszerzenia świadomości (aż po oświecenie) zdarzały się wśród naszych przyjaciół, którzy również włączyli te konstrukcje do swojego życia.

Z tego powodu  poświęciłam się propagowaniu ich na świecie - od Warszawy po Nowy York.
Efektem tej pracy jest strona www.yantra.pl 

 

 Po oświeceniu dotarło do mnie dobitnie,
że do moich zadań należy dostarczenie ludziom narzędzi i metod, dzięki którym każdy samodzielnie odnajdzie MISTRZA W SOBIE.
Podjęłam zatem pracę terapeutyczną i zaczęłam jeździć z wykładami bądź warsztatami po świecie. Głównym moim celem było propagowanie wiedzy na temat, jak wiele można osiągnąć przy użyciu własnego umysłu.

 

O szamanizm zahaczyłam na dobre,Z-KSIAZKA-tarotZ-ksiazka2-ter
studiując esencje dr Bacha - największego szamana wśród lekarzy.
Dzięki niemu zgłębiłam się w całą paletę ludzkich uczuć i zaczęłam postrzegać je jako struktury energetyczne.
- Pracę tę przelałam na karty książki "Terapia trzeciego tysiąclecia" (Studioastro).

 

Wnikliwie - początkowo tylko dla zabawy -
studiowałam też
tarot Thota (Crowleya).  Nie miałam wówczas pojęcia, że ukryte w nim symbole, barwy i obrazy, to swoiste "znaki drogowe" w świece ayahuaski.
Praca na tym poziomie uwieńczona została książką "Tarot terapeutyczny" (Studioastro).

 

Ponadto prowadziłam warsztaty
rozwoju duchowego i pisałam liczne artykuły.
Jako terapeutka i regreser zdobyłam doświadczenie w prowadzeniu ludzi po bezdrożach ich własnej podświadomości.
Stworzyłam nawet parę nowatorskich metod terapeutycznych, m.in.  autorską metodę programowania siebie oraz swojego życia na nowo (patrz: Obrazy duszy). Z kolei mMój tekst na temat "złotych zasad regresji" krąży po internecie do dziś, tłumaczony m.in. na j. niemiecki,
a nawet serbsko-chorwacki.

 

Rozwinięte przeze mnie
metody terapeutyczne i motywacyjne (np. "Złote zasady regresji i terapii reinkarnacyjnej") publikowane były w czołowych pismach ezoterycznych w Polsce i w Niemczech, a potem - tłumaczone na wiele języków - krążyły w Internecie.

 

Aldona Mironski 2 Aby rozgryźć zadania życiowe,
wytyczone przez indywidualną duszę w aktualnej inkarnacji, wnikliwie studiowałam numerologię, kalendarz Majów, astrologię...
Do dziś korzystam z tej wiedzy, by wspomóc uczestników moich ceremonii.

 

Największe stany wglądów
i źródło SZAMAŃSKIEJ MOCY zawdzięczam ciężkim zmaganiom ze śmiertelnymi chorobami (patrz: Szkoła szamanów). 

 

Mistrzostwo osiągamy po przekroczeniu granic,
za którymi nie ma już mistrzów i nauczycieli. Najważniejszą rolę odgrywa determinacja, dyscyplina i praca własna - nauka oraz wycieczki w głąb siebie
i konieczność sięgnięcia do rezerw.

 

Przez cały czas
studiowałam wszystko na temat hipnozy i któregoś dnia dokonałam najważniejszego -jak dla mnie - odkrycia!
Podzieliłam się nim w artykule "Blaski i cienie hipnozy" (Czwarty Wymiar 12/2001):

 

"W Grecji i w Rzymie,
praktycznie w całym świecie antycznym, w kultowych miejscach mocy budowano świątynne DOMY SNU, gdzie poddawano chorych najróżniejszym zabiegom jak kąpiele, posty, medytacje..., a na koniec SEN, podczas którego przeprowadzano tzw. rozmowę z bóstwem. Chory, będący w transie, sam wystawiał sobie receptę na swoje bolączki i odchodził albo kompletnie uzdrowiony albo z konkretnym sposobem na uleczenie. "

 

To było TO!
Z rozpaloną wyobraźnią i gorącym pragnieniem przez wiele lat bezskutecznie szukałam "techniki hipnotycznej", zwanej w starożytności snem świątynnym.
Na tamtym etapie nie kojarzyłam jeszcze, że działalność kapłanów starożytnej Grecji mogłaby mieć coś wspólnego z praktyką szamanów z Amazonii, natomiast jedni i drudzy czerpali z WIELKIEJ TRADYCJI PÓŁNOCY - bezpośrednio od naszych przodków.
Teraz już wiem.

 

 Dopełnieniem całości
stały się rytuały Ayahuaski, pod kierunkiem holenderskiego mistrza i terapeuty, Joopa van der Hagena. 

W tym punkcie, z wielkim już bagażem doświadczeń i wiedzy duchowej rozpoczęłam zupełnie nowy rozdział mojego życia.
Miałam za sobą 20 lat rozwoju duchowego, dorobek pisarski  i bogatą praktykę w pracy z ludźmi...
- Szaman stwierdził, że niczego już mnie nie nauczy i zalecił tylko.... pić napój!  
Od roku 2008 r.  piję go zatem nieustannie.

 Więcej, patrz: Przewodnik małego szamana

 


 

 

 

certyfikatWAŻNIEJSI NAUCZYCIELE


Tytuł nauczyciela kundalini jogi
osiągnęłam w Kyborg Institut, gdzie po 4 latach otrzymałam certyfikat. 


Regresji nauczyli mnie... Mniejsza z tym, bo wiedzę na ten temat musiałam wielokrotnie weryfikować.

Stworzyłam własną szkołę i złote zasady regresji, które stały się podstawą pracy wielu terapeutów,
patrz: Artykuły

 

Ogromnie dużo przekazał mi
wielki mistrz materializacji, biznesmen-filozof, A. Pernicz.

Największy wpływ wywarł na mnie lekarz i szaman w jednej osobie (bardziej szaman), mój duchowy bliźniak, Aleksander Chwastek -  założyciel Akademii Zdrowia i Rybnickiej Jesieni Kabaretowej (RYJEK), felietonista Nieznanego Świata, pisarz i wielki uzdrowiciel...
Szamanizmu słowiańskiego i astrologii uczył mnie Wojtek Jóźwiak. 
W ayahuaskę wtajemniczył mnie Joop van der Hagen oraz jego asystentka, Inne.

 

tomyJednak najwięcej zawdzięczam mężowi,
Jarkowi Mirońskiemu, przy którym każdy dzień jest nauką i nieustannym wzrastaniem ...
Bez niego nie było .... niczego!
Znamy się od piaskownicy i trwamy przy sobie jako para od roku 1980.
Jestem głęboko przekonana, że w dzisiejszych czasach i w naszym, zachodnim świecie
trudniej  o udany związek i kochającą się rodzinę niż o oświecenie, zatem w tym punkcie przypisuję sobie największe osiągnięcia.

 

W procesie całej mojej edukacji
ogromnie dużo wniosły moje dzieci, Michał i Anja, dwie szamańskie dusze,
których wewnętrzna wiedza i mądrość jest dla mnie POWALAJĄCA.

 

 


 

Mój pierwszy raz

 

                                                                                 

0a00dMOJE PIERWSZE

SPOTKANIE

Z AYAHUASKĄ

 

 

 

 Zanim dotarłam do roślin...
Intensywnie ćwiczyłam kundalini jogę i prowadziłam  z mężem badania nad energią piramid. Pasjonował mnie wpływ świętej geometrii na rozszerzanie ludzkiej świadomości. Na dobre pochłonął mnie rozwój...
Po latach osiągnęłam sukces! Życie stało się pasją, odkrywałam coraz to nowe przestrzenie, a okoliczności zewnętrzne przestały mieć wpływ na mojego szczęśliwego ducha.
Sądziłam, że stan ten trwać będzie wiecznie!

 

pir ANiestety, wyrażałam coraz śmielsze poglądy
na temat uzdrawiającego działania piramid i... weszłam tym w konflikt z prawem, stworzonym na użytek koncernów farmaceutycznych.

W myśl tego prawa nie wolno głosić, że coś "leczy", jeśli laboratoria naukowe nawet nie zamierzają tego zbadać. A ponieważ prawo medyczne jest w Niemczech o wiele bardziej surowe niż prawo karne, zawisła nade mną groźba grzywny w wysokości... ćwierć miliona euro, zamiennej na pół roku więzienia!
Głównym oskarżycielem w tej sprawie nie były, bynajmniej, koncerny, a niemiecki wspólnik, który po przywłaszczeniu sobie wyników kilkunastu lat naszej współpracy, postanowł usunąć  mnie i mojego męża z rynku jako niewygodną konkurencję. Rozpętał w tym celu szatańską wojnę na zawiłe paragrafy i grubość portfela.

 

Rozpoczął się dla mnie istny "okres burzy i naporu". 
Sztab cwanych jak lisy adwokatów poddawał wiwisekcji każde, kiedykolwiek napisane przeze mnie słowo i na moje biurko spływały kolejne, coraz bardziej niedorzeczne pozwy.

 

prawoAkta sądowe z dnia na dzień rozdęły grube segregatory,
a ja utonęłam w ciasnej rzeczywistości bezdusznie wykalkulowanych intelektów.

Przymus adwokacki wykluczał samodzielność, najtańszy adwokat kosztował  350,- euro za godzinę, a procesy ciągnęły się latami...
Dowodzenie uczciwości było więc - przede wszystkim - kosztowne.

Gdy zabrakło mi pieniędzy na kolejne rozprawy, musiałam godzić się z wyrokami, jakie zapadały zaocznie.
ogłębnie zapoznałam się z faktem, że prawo i sprawiedliwość to w naszym świecie dwie zupełnie odrębne historie.

 

Możliwe, że nie zapomniałam joop
przyswojonej wcześniej wiedzy duchowej,
lecz z zastosowaniem jej w praktyce miałam już spore trudności. Stałam się wiecznie napięta,
zmęczona... i na widok kolejnych pozwów powtarzałam, że głowa mi pęka lub zbiera mi się na wymioty.
Wkrótce też zaczęłam budzić się z bólem głowy i nudnościami. Problem z czasem narastał i po wielu nieskutecznych terapiach lekarz skierował mnie na badania z podejrzeniem guza mózgu.

 

Wtedy to właśnie
w "cudowny" sposób pojawił się na mojej ścieżce holenderski artysta i szaman,
mistrz ceremonii ayahuasca, Joop van der Hagen (foto) wraz ze swoją przecudowną asystentką, Inne. 

Przeżywając coś na kształt "progu objawienia" z góry WIEDZIAŁAM, że mój los przestawia zwrotnicę na zupełnie, zupełnie nowe tory.

 


 

 

 

0AiNa progu Nowej Ery
przeżywamy zmierzch wszelkiej maści guru.

Kończą się uprawnienia pośredników do Boga, zdrowia, Wiedzy...
Nikt nam już nie podyktuje, w co wierzyć, jak się modlić lub leczyć....

Nadchodzi czas odkrycia mistrza w sobie, czas poznania wewnętrznej Mądrości
i nieograniczonych potencjałów Ducha.

Dojrzeliśmy, by uczyć się wprost od Natury.

 

 

 

kolowrotekCEREMONIA

Bałam się środków halucynogennych,
a ayahuaski szczególnie. Drżałam na samą myśl o potencjalnych wizjach z wężami,
bo gady napawały mnie wstrętem i przerażeniem, jednak...
W tej sytuacji było mi już wszystko jedno!
Zległabym nawet w gnieździe węży, byle tylko głowa przestała tak koszmarnie boleć!

 

Wbrew największym obawom
po pierwszym kieliszku napoju bogów nie pokazało się nic!

Przeżyłam tylko absolutny chaos i wściekły wręcz kołowrotek myśli i uczuć.

 

Kłębiły się jak szalone,
pędziły, umykały, zmieniały się w tempie światła - nie mogłam żadnej z nich zatrzymać,
przyjrzeć się, zanalizować ani nawet zapamiętać... 

Po co najmniej dwóch godzinach  "maligny" wiedziałam już, że MUSZĘ stanowczo odrzucić całe to głupie myślenie!!!

 

W następującej potem ceremonii UJRZAŁAM,
jak w moim mózgu organizują się komórki rakowe.

"Organizują się" to najlepsze słowo na określenie tego, co zobaczyłam.
- Zagęszczone emocje, które towarzyszyły mi od chwili rozpoczęcia procesów sądowych - cała ta zacięta walka i ciągły stres - w postaci energetycznych strumieni niczym kanały ściekowe zlewały się w jeden "nowy twór" o ohydnej, brudno-brunatnej barwie.

Gdybym powtarzała, że boli mnie żołądek, rak zlokalizowałby się na pewno w brzuchu,
zwykłam jednak mawiać, że "pęka mi głowa".
Energetyczne strumienie automatycznie kierowały się więc do czaszki i kanalizowały w miejscu, które odbierałam jako źródło bólu.

 

BRIGID MARLIN The AnnunciationOd początku WIZJI obecny był przy mnie "duch Ayahuaski"
pod postacią barwnej jak motyl kobiety.
Jak najdroższa sercu matka otulała mnie czułością i troską.

Czułam się cudownie bezpieczna.
Każda jej myśl stapiała się z moją myślą, jakbyśmy były jednym (może tak właśnie jest?). Każda jej odpowiedź pojawiała się we mnie szybciej, niż zdążyłam sformułować pytanie.

 

W pewnej chwili pojęłam,
jakimi myślami i uczuciami sprawiam, że nowy TWÓR przestaje się tworzyć, a ból i nudności znikają natychmiast.

Dotykając głowy poczułam, jak potężne, lecznicze światło posiada szczera intencja uzdrowienia i jak zbawienny jest głęboki, odprężający całe ciało oddech. 
- Pierwszy raz od dawna odetchnęłam pełną piersią.
Nigdy wcześniej nie było dla mnie tak jasne, że sama jestem dla siebie najlepszym lekarzem.

 

W tej samej chwili przemknęła myśl,
że nie chodzi przecież o to, by w nieskończoność trzymać się za głowę i kontrolować oddechy!

W odpowiedzi ujrzałam ogromne pokłady poczucia winy w postaci ciemnej masy,
która wypełniała niemal całe moje jestestwo.
Postrzegłam jak w dzieciństwie musiałam na cudze życzenie i z byle powodu w tę WINĘ się zanurzać.
- Miałam przed oczami matrycę typowo polsko-katolickiego modelu odczuwania oraz mój brak odporności na chore pretensje czy żale otoczenia. Umysł był tym zatruty i każdy gen zdawał się być tym zainfekowany.

 

Zdałam sobie sprawę,
że cierpi na tę przypadłość wielu ludzi, lecz... nie u każdego kończy sią to rakiem!

I wreszcie odkryłam, jak tuż przed wcieleniem postanowiłam zrezygnować z tego życia natychmiast, gdy przestanie wypełniać je miłość.
Tak. W stu procentach sama byłam odpowiedzialna za moją chorobę.

 

ceremonia aya pierwsza

Żadna z metod terapeutycznych,
jakie stosowałam przed ceremoniami, nie była w stanie nawet dotknąć jądra tak głęboko utkwionych problemów.

Tylko stapiając się znów w JEDNO ze światłem, zdolna byłam rozbić stare struktury myślowe i - tym razem świadomie - stworzyć program na życie od nowa.
 
Ayahuasca dała mi wszystko,
czego potrzebowałam najbardziej: oświecenie "na żądanie", kontakt z wszechwiedzą, twórczą mocą i głębokim, kochającym zrozumieniem.

 

Gdy leżałam zatopiona w swoje wizje,
szaman lub jego asystentka we właściwych momentach grzechotali, dzwonili, wykonywali na mnie różne zabiegi.
Joop odganiał zbędne duchy i masy wrogiej mi energii!
Inne kładła coś brzęczącego na czakry i dźwiękiem przywracała im naturalną wibrację.
Otoczyli mnie bezpieczną miłością, a każdy ich ruch miał głębokie oddziaływanie, jednak najważniejszą rolę od początku do końca pełniła Ayahuasca.

Pod koniec ceremonii "przepowiedziała", że czeka mnie teraz dłuuuuugi, bardzo dłuuuuuuuugi okres wypoczynku.

 

ZiemiaNastępnego dnia przeżyłam
już tylko kalejdoskop spirytualnej zabawy.

Obleciałam wielokrotnie kulę ziemską i wnikałam we wszystkie możliwe kultury.
Byłam rabinem, mongolską szamanką, hinduską księżniczką...

Stałam się lekka, elastyczna i wolna.
Mogłam być wszystkim i wszędzie! - Przez chwilę byłam nawet statuą wolności, a moja świadomość pozostała stała i niezależna.
Wiedziałam, że kamień może rozlecieć się w pył, a... JAM JEST.

 

Widziałam przeszłe i przyszłe wydarzenia
w jednym momencie, jedno wieczne Tu i Teraz. Dostrzegłam obraz nieograniczonych możliwości czerpania z duchowego bogactwa.

 

oczułam duchową JEDNOŚĆ z każdym stworzeniem tego świata.
W którymś momencie prowadziłam nawet swobodną, telepatyczną pogawędkę z...  gigantycznym, świetlisto-złoto-zielonym wężem!!! - W oceanie miłości nie było miejsca na lęk!!!

 

dusinMoje serce przepełniła ogromna MIŁOŚĆ,
która nie posiada żadnego, konkretnego źródła ani miejsca, po prostu wszędzie od zawsze BYŁA, JEST I BĘDZIE.
Stanowi jedyną prawdziwą rzeczywistość, w jakiej nurzamy się wszyscy.

Odgradzają nas od niej fatalne nawyki myślowe, lecz bez względu na to, czy jesteśmy świadomi jej wszechobecności czy nie, niezmiennie nas przenika, wypełnia i zawsze przy nas JEST.
Nie ma chyba poety zdolnego opisać rozmiar i głębię tego uczucia, więc nie zamierzam się nawet starać. Słowa są zbyt płaskie - to po prostu trzeba przeżyć!

 

Moje ciało,
podobnie jak pióro, okazało się zbyt prymitywne, zbyt drętwe, a mięśnie twarzy nie przygotowane do wyrażenia bezgranicznej potęgi tego przeżycia. Napełniona MIŁOŚCIĄ po brzegi zastygłam jedynie z ayahuaskowym uśmiechem cichego błogostanu.

 

praca szamankiOpanował mnie wewnętrzny przymus,
by dzielić się tym doświadczeniem ze światem i -  w pożegnalnym już rytuale - ujrzałam obrazy niespodziewanej dla mnie przyszłości;
oto ja w roli... "szamanki".


Wyniki kolejnych spraw sądowych
interesowały mnie już najmniej. Prawna awantura zmieniła się w przelotne tło dla ważniejszych wydarzeń tętniącego energią życia.  
Moje serce wypełniło pragnienie, by umożliwić ludziom bezpośredni kontakt ze Źródłem, by dać im szansę odkrycia mistrza w sobie!
Stara, znajoma misja budzenia i oświecania nabrała teraz nowego koloru i wyłoniłly się nowe zadania....

 

Odnalazłam ścisłe połączenie z moim prawdziwym,
czystym i pięknym Ja. Ponownie wiedziałam, kim naprawdę jestem i czułam naturalną radość bycia po prostu sobą....

Aby opisać wszystko, musiałabym napisać książkę.

 


 

 

 

Aldona Mironski 2 PO CEREMONII

 

 

Duchowa Wiedza, objawiona mi
w trakcie pierwszych w życiu ceremonii, nie była dla mnie niczym nowym.

Poznałam ją wiele lat wcześniej, podczas pracy nad własnym rozwojem.
Jednak olśnienia przychodziły po nie kończących się wysiłkach i nie miałam na nie żadnego wpływu.

Nie wiedziałam, że istnieje naturalna, bezpieczna metoda, by w krótkim czasie i w kolorach przeżyć to, co dawniej zajęło mi 20 lat!!!

 

Magiczne napoje,
dzięki którym człowiek staje się genialnie mądry i szczęśliwy, istniały dla mnie tylko w bajkach. Tylko zaczarowany alchemik z tysiąca i jednej nocy mógł stworzyć eliksir, pozwalający obejść się bez guru, bez lekarza czy wróżki...

- Okazało się, że ziemskie życie jest zaczarowaną bajką!

 

Byłam zachwycona, wręcz oniemiała z zachwytu i pełna głębokiego szacunku dla Tajemnicy Istnienia.
W jeden weekend nabrałam większej POKORY wobec wielkości Stwórcy niż wszyscy święci, którzy ćwiczyli się w tym latami.

 

Po holenderskim weekendzie
rozpamiętywałam całe, opisane tu przeżycie jak sen, wątpiąc od czasu do czasu, czy naprawdę mi się to zdarzyło.

Z kim "rozmawiałam"? Czy naprawdę traktować to wszystko jak rzeczywistość?
Zalecenie Ayahuaski, aby wypoczywać, okazało się jak najbardziej rzeczywiste! Byłam słaba jak po ciężkiej operacji i każdy wysiłek zdawał się niemożliwy.
- Operacje bez skalpela, przeprowadzone w innym wymiarze niosą za sobą takie same konsekwencje, jakby były dokonane w rzeczywistości materialnej!!!

 

wewnetrzne przezycieJednocześnie zachodziły
we mnie ogromne zmiany i z pasją oddawałam się wewnętrznym przeżyciom.

Ogarnął mnie wielki spokój. Stałam się całkowicie WOLNA i łagodnie pogodna. Nic nie było w stanie zakłócić mi cudownego bycia Tu i Teraz.
Bez oceny ludzi i zdarzeń, z głębokim współodczuwaniem przyglądałam się światu świeżym spojrzeniem dziecka, pełnego akceptacji dla wszystkiego, co JEST!

 

Dalszy proces uzdrawiania
mojego ciała posuwał się do przodu bez żadnego wysiłku.  Przez trzy tygodnie prawie nic nie jadłam, piłam ogromne ilości wody, nagle przestała mi smakować kawa, odkryłam wiele nowych herbat...

Działałam instynktownie, wiedząc, co jest dla mnie dobre. To, co mogłoby szkodzić, stawało się odpychające. Całe leczenie skupiło się na nie wymuszonej diecie, ciepłym dotyku i duchowym odprężeniu.
Po miesiącu rak zniknął tak, jak się pojawił.

 ....

 

 spirytualna zabawaDziś już nie potrafię żyć bez miłości i harmonii ze światem,
a przynajmkiej... niezbyt długo!

Ogrom wzruszających uczuć do siebie i innych, przepełniająca duszę życzliwość do każdego napotkanego stworzenia, nieustająca radość istnienia i apetyt na życie zmieniają się w NAŁÓG, w który dla dobra własnego i całej planety powinna wpaść cała ludzkość.
Każda kolejna ceremonia jest całkiem nowym i zupełnie innym doświadczeniem. Ayahuasca odsłania przede mną nowe światy, których poznanie zdaje się nie mieć końca.

 

Moje życie nie tylko wróciło do normy
- stało się tysiące razy bardziej barwne, mistyczne i przepełnione duchem. Każdy dzień zamienił się w święto, każda czynność - w magiczną ceremonię, ja sama w "Alicję w krainie czarów." Świat stał się RAJEM.

 

Jeszcze przez kilka lat
jedynym zakłóceniem były sądy i paragrafy, ale w końcu to właśnie problemy z prawem połączyły mnie z Ayahuaską! Obie borykałyśmy się ze stróżami starego porządku i - jestem pewna - obie wyjdziemy z tego obronną ręką.
Rozpoczynająca się wraz z 2012 rokiem Epoka Wilka, Era Wodnika i Dzień Swaroga (patrz: Aktualności)
przyniosły ze sobą nadzieje na lepszą przyszłość. 

Nadchodzących zmian nic już nie zatrzyma!

 

aaa1078Połączyły mnie z ayahuaską również piramidy,
gdyż ona to właśnie rysuje przed zatopionymi w trans piramidalne budowle,
które gdzieś już istnieją lub dopiero powstaną.
Najbardziej dla mnie realna hipoteza głosi, że to Aya jest prawdziwą autorką piramid, wzniesionych m.in. w Ameryce Południowej, w Egipcie i w wielu innych zakątkach świata. - Ona to wypełniała piramidami moje dziecięce sny i ona kierowała wszystkimi posunięciami, kiedy wraz z mężem propagowaliśmy Yantry od Warszawy po Nowy York.

Ona też - podczas jednego z pierwszych spotkań pokazała mi modele piramid na nową erę - doskonałość świętej geometrii i magię kryształowej kuli...

 

Piramidy w jakiś tajemny sposób
łączą nas ściśle z wewnętrzną wiedzą, a ich energia wzmacnia Ducha - tak, że w świecie miliardów miraży udaje się przeforsować własne, płynące z serca idee.

Połączenie tej energii z wiedzą, w jaką wyposaża nas ayahuasca, daje fantastyczne rezultaty.
Przede mną następne dwudziestolecie obserwacji, po którym to - być może - nikt już nie będzie nikogo ścigać
za publikowanie tego, co się wie.

 


 

 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!